Inne podróże

Ostatni mieszkaniec wsi Czarne

IMG_3630
Da rade?
Fot. Roman Husarski

Modliłem się w duchu, by samochód się nie zatrzymywał. Gdyby coś się stało, stanąłbym na pokrytej śniegiem i lodem drodze. Szanse na ponowny start byłyby niewielkie. „W co ty się pchasz idioto?” – myślałem. Przecież nawet spotkani drwale, których pytałem o drogę, kręcili niepewnie głowami patrząc na mój samochód.

– Nie ma łańcuchów? Uuu! To tylko się Pan nie zatrzymuj – usłyszałem na pożegnanie. To i się nie zatrzymywałem. Wiedziałem, że nie jestem do końca przygotowany, ale co zrobić, gdy wizja opuszczonych łemkowskich wsi zimą nie dawała mi spokoju. Tym razem chciałem zwiedzić Czarne.

Jechałem od strony Zdyni przez piękną głuszę. W pewnym momencie GPS przestał działać i kierowałem się “na czuja” – tak jak zapamiętałem drogę na mapie. W końcu dojechałem do Radocyny. Dziś stoi tu zaledwie kilka domków letniskowych. Zostawiłem w pobliżu samochód i wyruszyłem do pobliskiego Czarne.

Fot. Roman Husarski

Kapliczki i krzyże ciągnął się wzdłuż drogi. Niektóre z nich są uszkodzone, a część płaskorzeźb na cokołach mocno wyblakła. Większość obiektów sakralnych ma niecałe sto lat, ale uwierzyłbym, jakby ktoś powiedział mi, że są pięć razy starsze.

Naprzeciw dużego cmentarza stoją pojedyncze drzwi. To część projektu mającą za zadanie wskrzesić pamięć o żyjących tu kiedyś ludziach, o Łemkach i ich przesiedleniach. Podobne drzwi są ustawione w sąsiednich opuszczonych wsiach. Z umieszczonej na wejściu tablicy informacyjnej wyczytałem, że wieś nazwę zawdzięcza ciemnej wodzie płynącej w pobliskim strumieniu. Przed wojną mieszkało tu 300 osób, głównie prawosławni (wcześniej grekokatolicy), ale też kilku żydów.

Fot. Roman Husarski
Drzwi pośrodku niczego jako tablica pamięci po dawnej łemkowskiej wsi.
Fot. Roman Husarski

Położony w pobliżu pamiątkowego miejsca cmentarz wojenny został odremontowany. Ponoć bardzo zmieniono oryginalny charakter tego miejsca. Niektóre krzyże są jednoramienne, inne zaś dwuramienne – w ten sposób oddzielono od siebie katolików i prawosławnych.

Fot. Roman Husarski
„Bo słuchajmy i zważmy u siebie, Że według Bożego rozkazu: Kto nie doznał goryczy ni razu, Ten nie dozna słodyczy w niebie”.
Fot. Roman Husarski

 

Fot. Roman Husarski
„Czego potrzebujesz, duszeczko, Żeby się dostać do nieba? Czy prosisz o chwałę Boga? Czyli o przysmaczek słodki? Są tu pączki, ciasta, mleczko I owoce, i jagodki.”
Fot. Roman Husarski

W dawnej wsi znajdowała się cerkiew prawosławna i grekokatolicka. Jednak po przesiedleniach obie zostały zrabowane i podupadły. Cerkiew prawosławna w czasach mniej przychylnych religii była używana jako stodoła na siano. Ostatecznie została rozebrana. Cerkiew grekokatolicką przeniesiono i odnowiono w Sądeckim Parku Etnograficznym w Nowym Sączu, gdzie można dziś ją podziwiać. Śladem po świątyniach w Czarne jest połemkowski cmentarz parafialny.

Czarne

Jednak Czarne nie jest całkiem opuszczone – ma jednego mieszkańca. Chodzi o Jerzego Szczepkowskiego, artystę, ceramika i… mnicha zen. Co ciekawe, podczas wieloletniej nieobecności pana Jerzego jego domostwem opiekował się nie kto inny a Andrzej Stasiuk. To właśnie nazwa tej wsi stała się inspiracją dla słynnego wydawnictwa Czarne. W prawie stuletniej połemkowskiej chacie Stasiuk napisał dużą część swojej twórczości.

Fot. Roman Husarski
Kolorowy dom Jerzego Szczepkowskiego. Przez lata urzędował w nim Andrzej Stasiuk.
Fot. Roman Husarski

W Czarnej nie mogłem się powstrzymać, by nie zajrzeć do środka. W pobliżu chaty za zagrodą znajdowało się małe stado koni. Drzwi do chałupy otworzył mi mężczyzna, który przedstawił się jako Maciek i zaprosił mnie na herbatę. Okazało się, że po raz kolejny Jerzy Szczepkowski był w drodze i poprosił znajomego o opiekę.

Fot. Roman Husarski
Ten dom również należy do Jerzego Szczepkowskiego. Tu ponoć znajduje się wszystko, co nie zmieściło się w pierwszej chacie.
Fot. Roman Husarski

Pijąc herbatę, obserwowałem kosmiczne pomieszczenie artysty. Z sufitu zwisały najdziwniejsze rzeczy – od wylinki żmii po medaliony.

Fot. Roman Husarski
Punkt za zgadnięcie czego tu nie ma!
Fot. Roman Husarski

– A to ogon Saszki – Maciek wskazał mi zwisającą kitę. – Koń mu przydepnął i tak teraz psina biega bez ogona.

Zapytałem Maćka, czy życie z takim stadem zwierząt jest bardzo trudne.

– Najgorzej jak konie się zerwą i trzeba ich szukać po polach. Na takim mrozie wyprawa do wychodka w nocy też nie należy do najprzyjemniejszych przeżyć.

W domu nie było prądu, ale oświetlała go energia z prac artysty. Wszędzie walały się czarki, czajniki, wazony i inne wyroby z ceramiki. Świadome nawiązania do estetyki wabi i sabi oraz wykonanie w stylu raku wskazują na dużą znajomość japońskiej estetyki i rzemiosła artystycznego Szepkowskiego. Ponoć nawet Japończycy przyjeżdżają czasem do Czarne, by zakupić wyroby, które w ich kraju byłyby dużo droższe.

Fot. Roman Husarski
Warsztatowo 
Fot. Roman Husarski

Podziękowałem za posiłek. Kierując się w stronę wyjścia, zapytałem o trudności w życiu w głuszy.

– Raz jak zasypał mnie tu śnieg, to zaczęło się robić nerwowo. Do cywilizacji daleko, a ja już nie miałem zapasów. Na szczęście po weekendzie w końcu odśnieżyli.

Wychodząc, życzę Maćkowi, by Jerzy Szczepkowskiego nie zniknął na kolejne lata, choć z mnichami zen nigdy nic nie wiadomo. Samą pracownię można odwiedzić, ba! nawet istnieje możliwość warsztatów ceramicznych, konnych i medytacyjnych. Pytanie tylko, czy właściciel będzie dostępny. W tej kwestii odsyłam do strony Jurka Szczepkowskiego. Kto wie może i mnie się kiedyś uda zapisać na jego warsztaty? 

Fot. Roman Husarski
„A sen? – ach, ten świat cichy, głuchy, tajemniczy.”
Fot. Roman Husarski

* Cytaty przy zdjęciach pochodzą z „Dziadów” Adama Mickiewicza.

** Maciek prowadzi bloga o życiu w Czarne.

6 myśli na temat “Ostatni mieszkaniec wsi Czarne”

  1. Bardzo ciekawe spojrzenie na miejsce, na jego duchowość…bardzo sugestywny opis, gratuluję!
    Jagoda Koprowska
    p.s. byłam w listopadzie w Muszynie przez 3 tyg. i jeżdziłam popołudniami, gdy zmierzchało po okolicznych małych wioseczkach. Też łemkowskich. Tam jeszcze mieszkaja ludzie, stoją cerkiewki zamienione w katolickie kościoły, ale atmosfera bardzo podobna.

    1. Mieszkam w Krynicy zaraz obok Muszyny ale w Radocynie spędziłem tydzień w samym środku miszkając z drwalami szczerze nie ma prównania jesli chodzi o klimat tych miejsc. Pozdrawiam

  2. Wow – jestem szczerze zaskoczony, iż w Polsce jeszcze takie miejsca istnieją. W zglobalizowanym świecie a zwłaszcza w naszej ojczyźnie, wszystko ma tendencję ku ujednoliceniu.
    Z drugiej strony to co ja tam wiem? Koledzy się śmieją, że Sri Lankę i inne „Unga bunga” znam lepiej od ojczyzny…

  3. W Radocynie pierwszy raz byłem zimą 1977r. Jechaliśmy z kolegą samochodem gaz do leśniczego (Gąsienicy) i w okolicach Jasionki zabraliśmy do auta 2 zmarznięte dziewczyny z wielkimi plecakami, które szły do chaty Szczepkowskiego. Wtedy gdy zdjęły czapki – bo w aucie było gorąco – okazało się , że są ogolone na łyso – potem powiedziały, że są buddystkami. Gdy wysiadały, koło chaty zobaczyliśmy lamę.
    Od tej pory w Radocynie bywam kilka razy w roku, najbardziej lubię późną jesień i wczesną wiosnę gdy nie ma tu przyjezdnych, tylko robotnicy leśni, Wiola, Staszek ; mgła i wiatr . Zimą czasem jeśli napada śnieg i wieje wiatr, to dojechać samochodem się nie da, a godzinę po odśnieżeniu są nowe zaspy. Wtedy można dojść piechotą lub na nartach, nie ma żadnych odgłosów cywilizacji – dziwna sprawa ale to prawda. Teraz Radocyna się cywilizuje, Szczepkowski ma już prąd, w Górnej Radocynie pojawiają się nowe domy, jak tak dalej pójdzie miejsce straci całkowicie swoją atmosferę. pozostanie szukać jej we wschodniej części Beskidu Niskiego.
    Pozdrawiam Jan

  4. Wieś Czarne a obecna pracownia Pana J.Szczepkowskiego jest dla mnie szczególnie bliskim i sentymentalnym miejscem …bywałam tu jako małe dziecko wraz z moim św.pamięci ojcem… który urodził się tutaj i wychował…pamiętam wnętrze domu …skrzypiący ser na śniadanie, lampę naftową i zapiecek… i babcię Rozalie dziadka Mikołaja zawsze uśmiechniętych….Poznałam Pana Jerzego….który nie pozwala utracić temu miejscu osobliwego klimatu,za to czynię mu pokłony…życzę mu wytrwał w tym co robi aby jak najdłużej chciał przyjmować” czasem „zbłąkanych wędrowców i pokazać im czym jest prawdziwa wolność duszy.

    Pozdrawiam M.

  5. Szkoda tylko ze Pan Jerzy nie szanuje zwierzat… wydawaloby sie ze artysta…do tego mnich zen… powinien byc super dobrym czlowiekiem a nie jest… maltretowanie zwierzat dla tego czlowieka to rozrywka codziennego dnia. Wstyd….

Leave a Reply