Korea Południowa

Rasizm po koreańsku

Jak wygląda codzienne życie studenta w Korei Południowej? Co warto zobaczyć w azjatyckim metropolis? Czy w dobie Internetu można jeszcze przeżyć szok kulturowy?  Co czwartek serwuję moje wrażenia i przemyślenia z Seulu. Uwaga, kuchnia koreańska bywa pikantna!

W Korei spotyka mnie niesłychanie dużo dobroci ze strony Koreańczyków i nie mogę jakoś specjalnie narzekać. Bycie obcokrajowcem w tym kraju ma zdecydowanie więcej plusów niż minusów, jednak warto też wspomnieć o gorszej stronie. Oczywiście rasizm znajdziemy wszędzie, niezależnie od szerokości geograficznej, jednak przyjmuje różne formy, może być mniej lub bardziej powszechny.

Przez rok mieszkania w Seulu zaledwie kilka razy doświadczyłem nieprzyjemności ze strony Koreańczyków. Jeszcze na początku mojego pobytu trafiłem raz na niewielką knajpkę gdzie wpadłem na lunch. Właściciel, starszy mężczyzna, ewidentnie był niezadowolony z mojej obecności. Mamrotał jakieś przekleństwa pod nosem, ale poważnie się wkurzył, gdy chciałem sobie nałożyć samodzielnie kimchi. Zazwyczaj w tego typu knajpach można przystawki pobrać samodzielnie, ale nie w każdej. Tak, to był mój błąd, ale reakcja mężczyzny była nietypowa i nieprzyjemna. Ponieważ złożyłem zamówienie, to postanowiłem poczekać. Pożałowałem mojej decyzji. Gość podał mi zimną zupę…

Innym razem siedziałem z amerykańskim kolegą pijąc kawę przy stoliku sklepu CU. Nagle usłyszałem, że stojąca obok kobieta w średnim wieku zaczęła mnie… przedrzeźniać. Po chwili krzyknęła do nas po koreańsku każąc nam być cicho. Obniżyliśmy głos pomimo, że mówiliśmy całkiem normalnie. Już myśleliśmy, że to koniec, gdy nagle podeszła i obrzuciła nas podartą gazetą. Poczułem silne wzburzenie, ale po prostu wstaliśmy i poszliśmy nie pokazując nic po sobie. W obu powyższych przypadkach można szukać jakiegoś usprawiedliwienia. Osoby starsze, może niespełnione, które obarczają obcokrajowców winą za swoje porażki można spotkać praktycznie wszędzie. Dużo bardziej bolesne było poczucie wykluczenia ze strony młodych ludzi.

Raz zostałem zwerbowany na plan studenckiej etiudy filmowej. Jako jedyny obcokrajowiec pracowałem z Koreańczykami cały dzień, wydawało mi się, że się polubiliśmy. Kilka tygodniu później odbyła się premiera, było miło, a po filmie poszliśmy do restauracji. Tuż jednak przed wejściem jeden z Koreańczyków wziął mnie na bok i powiedział, siląc się zresztą na bardzo grzeczny ton: „Sorry Roman, nie obraź się, ale dzisiejsza impreza jest tylko dla Koreańczyków”. Tak mnie wmurowało, że nic nie byłem w stanie powiedzieć. Dostałem obietnicę wspólnego posiłku kiedy indziej – zaproszenie nigdy jednak się nie pojawiło.

Podobną sytuacje miałem, gdy chciałem się zapisać do klubu ping ponga. Usłyszałem, że mogę chodzić na salę, ale po co miałbym chcieć się zapisać. Nawet gdy potwierdziłem, że będę chodził na wszystkie treningi to szef klub, miał jakiś problem z tego powodu. Wyczekująco na mnie patrzył, aż po prostu zrezygnowałem. Wielokrotnie przyszło mi doświadczyć wśród Koreańczyków takiego dziwnego wykluczenia, traktowania, jak powietrze. Nie ze strony wszystkich, jestem komunikatywną osobą i praktycznie zawsze miałem możliwość z kimś porozmawiać. Dla niektórych ewidentnie byłem jednak jakimś kamykiem w bucie. Pamiętam również, jak jeden chłopak próbował mnie ośmieszyć imitując akcent obcokrajowca, ku uciesze koreańskiej gawiedzi – znam jednak skecze wyśmiewające amerykański styl mówienia. Pozostało mi tylko też się z nimi pośmiać bo faktycznie wile mi jeszcze brak do płynne mówienie po koreańsku.

Kolektywna kultura i bardzo silny podział na „my” i „oni” jest często odczuwalna dla obcokrajowców. Nie bez znaczenia jest kontekst historyczny – wielu Koreańczyków nie jest zadowolonych z amerykańskiej obecności na Półwyspie, wielu oskarża Amerykę za podział Korei. Oczywiście ja nie jestem Amerykaninem, ale w powszechnym odbiorze jestem w ten sposób odbierany. „Czy jesteś z Ameryki?” to zresztą często jedno z pierwszych pytań, które można usłyszeć przy pierwszej rozmowie. Ciekawe, że nawet, jak rozmówca wie gdzie jest Polska, to bardzo często zapyta się czy w naszym kraju nie mówi się po angielsku…

Pojawiają się badania (zob. np. Robert Putnam E Pluribus Unum), które stwierdzają, że różnorodność etniczna zwiększa animozje i izolację społeczną poprzez zmniejszenie poczucia przynależności do wspólnoty. Wielu Koreańczyków z pewnością czuje to napięcie. Korea jest wciąż bardzo homogenicznym krajem, do dziś w Korei istnieją różne idee podkreślające wyjątkowość koreańskiej rasy (to temat na inny wpis), ale w ciągu ostatnich 30 lat kraj niezwykle się zmienił. Profesor B.R. Myers mówił mi, że jeszcze 20lat temu, gdy wychodził na ulice Busan ze swoją koreańską żoną, to przekleństwa i wrogość były na porządku dziennym. Dziś już tak nie jest. Koreańska telewizja również co raz częściej pokazuje obcokrajowców mówiących po koreańsku – i obecnie już nie po to by ich wyśmiewać!

Należy też dodać, że ksenofobia w Korei inaczej będzie odczuwana przez Japończyków, Chińczyków, Filipińczyków itd. No i oczywiście przez osoby o znacznie ciemniejszym kolorze skóry (choć co ciekawe mój etiopski przyjaciel Jonathan nie zauważył w Seulu by był gorzej traktowany niż biali, bo jak mówi jest brany od razu za Amerykanina). Można też sobie wyobrażać, jak rasizm dobrze się ma KRLD, w kraju opartym na… ideologii czystej rasy. Nic dziwnego, że pomimo wysokiej kontroli, zdarzały się w tym kraju ataki na dyplomatów, a w 2006 roku północnokoreańscy kibice piłki nożnej zaatakowali kibiców irańskich.

Trzeba też na koniec dodać, że Korea Południowa jest jednym z najbezpieczniejszych krajów na świecie. Rasizm czy ksenofobia niezwykle rzadko przybierają formę fizycznej przemocy. Gdy żydzi masowo ze strachu wyjeżdżają z Francji, a w Polsce egipscy turyści dostają łomot, Korea pozostaje oazą spokoju.

 

Dodaj komentarz