
Koreański szamanizm był jednym z pierwszych tematów, jaki wzbudził moje zainteresowanie podczas studiów. Podczas pierwszych studiów w Korei przeprowadziłem krótki wywiad z szamanką mieszkającą w pobliżu akademika, a dokładnie dziesięć lat temu opublikowałem artykuł, w którym stwierdziłem, że szamanizm koreański to „wyzwanie” dla badaczy. Od tego czasu to przeświadczenie tylko się pogłębiło.
Choć w popularnych k-dramach i filmach zdarza się zobaczyć szamankę lub szamana, to szamanizm jako taki zajmuje ambiwalentną i skrytą pozycję w społeczeństwie Korei Południowej. Jeszcze raz miałem się o tym przekonać odwiedzając Muzeum Szamanizmu (셔모니즘 박물관) w Seulu.
Muzuem symbolicznie odizolowane
Muzeum miałem zamiar odwiedzić już rok temu z wycieczką. Niestety okazało się, że zmieniło lokalizację. Z niebliskiego Eunpyeong, przeniosło się równie daleko od centrum Seulu, do północnego Seongbuk, w cieniu gór Bugak. Z Uniwersytetu Seulskiego jechałem tam 1,5 godziny. Muzeum mieści się obecnie na granicach miasta. Zupełnie jak nigdyś, gdy szamanizmu przez wieki był spychany na margines społeczny i kulturowy. Inwangsan (인왕산), bodajże najpopularniejsze miejsce związane z szamanizmem w stolicy kraju, gdzie widziałem (fragmentarycznie) mój pierwszy kut (굿), w okresie Królestwa Joseon celowo znalazł się poza murami miasta – neokonfucjańska władza nie chciała mieć z szamanizmem nic współnego.
Miejsce, do którego dotarłem, nazywa się „muzuem”. W rzeczywistości jest prywatną kolekcją, oddanego fascynaty prof. Yang Jong-sunga. Przez osiem lat Yang prowadził muzeum przy szamanistycznym chramie w Eunpyeong. Jednak w 2025 roku lokalny okręg nie zdecydował się na przedłużenie pozwolenia na prowadzenie tej działalności, zmuszając badacza do przenosin. Choć szamanizm może się wydawać atrakcyjny dla osób z zewnątrz, wciąż wywołuje poważne kontrowersje w Korei i nie otrzymuje podobnej legitymizacji, co inne religie (paradoks polega na tym, że z usług szamanów po cichu korzystają najpotężniejsze osoby w kraju).
Droga do muzuemu 2_Fot. RH
Wejśćie_Fot. RH
Droga do muzuemu 1_Fot. RH
Ołtarz pełen bóstw
Nie da się ukryć, że „muzeum” ma sakralny charakter. Gdy wchodzę do środka, najpierw idziemy „przywitać się” z bóstwami w domowej kaplicy. Profesor Yang bije w dzwonek przed wypełnionym postaciami ołtarzem. Są tu różnego rodzaju generałówie, bóstwa siedmiu gwiazd (칠성신) czy wojowniczy, czerwonotwarzy Gwan-u (관우), ubóstwiony chiński przywódzca z okresu Dynasti Han. Można też dostrzec parę znaną z koreańskich banknotów: Shin Saimdang i jej syna Yulgoka. Prof. Yang zatrzymuje się przy kobiecej postaci, przed którą znalazł się stosik wachlarzy i ozdób z brązu. Tłumacz, że to Pałacowa Pani (호구아씨), bóstwo które chroni przed chorobami. „Lubi się stroić, lubi błyskotki” uśmiecha się profesor pod nosem, tłumacząc zwyczaj „przekupywania” bóstwa.
Nie ma tu tablic, ani jednej ekspozycji. W tym gratowisku grzechotek (무당방울), amuletów (부적), różnej broni i spoglądających na mnie zewsząd oczu, czuję się niepewnie, jakbym znalazł się nagle w sklepie „Na przekątnej” z Harrego Pottera. Spoglądają na mnie różne boskie twarze, czuję się trochę, jak w prawosławnej cerkwii. Bóstwa wyglądają nawet z wachlarzy! Prof. Yang służy jako interpretator. To człowiek o ogromnej wiedzy. Opowiada mi o nieporozumieniach związanych z szamanizmem. „Ludzie myślą, że szamanizm to tylko błogosławieństwa. Nieprawda. Etyka jest również bardzo ważna. Złe prowadzenie może sprawić, że twoja dusza trafi do złowrogich zaświatów”. Wskazuje na ginące tradycje.
Na jednej ścianie widzę ogromny plakat z dumną kobietą w ceremonialnym stroju: to Woo Ok-ju (1920–1993). Była szamanką, która zbiegła w trakcie wojny z Korei Północnej, a od której Yang pobierał nauki. Ostatecznie nie został pełnoprawnym szamanem. Specjalizuje się w tradycyjnych tańcach i konserwowaniu tradycji. W szamanizmie widzi nie tylko praktykę duchową, ale i wyraz patriotyzmu. „Bóstwa mówią o naszej narodowej historii. Nie trzeba w to wierzyć, by docenić rolę pamięci zaklętej w tych praktykach”.
Szamanka z welonem na głowie
„Koreańczycy najwyrażniej wolą jednak bóstwa pochądzace z Bliskiego Wschodu, zamiast swoich własnych” – mówi z przekąsem.
Proszę, by więcej powiedział o związkach z chrześcijaństwem. „Nie mam już sił do ludzi, którzy nazywają to, co robimy „zabobonem”. Po prostu ich ignoruję”. Dodał również: „to nie tak, że musi być wrogość. Widziałem szamankę, którą nawiedzała Matka Boska. Ubierała taki biały welon i mówiła słodkim głosem…”
Na koniec profesor zaproponował mi wróżbę dotyczącą mojego pobytu w Korei. Sam nie jest szamanem (nie komunikuje się z bóstwami w stanach transowych, ani nie pełni ceremonialnych rytałów na ich cześć), to jednak oddaje się praktykom magicznym. Po krótkiej modlitiwe przed ołtarzem dał mi do wylosowania jedną z Flag Pięciu Kierunków (오방기). Aż krzyknął z radości, gdy wyjąłem czerwoną. Zwiastuje pomyślność i szczęście (ale szanse nie były takie małe… większe niż na typowej kostce!). Uśmiechnąłem się pod nosem, bo ostatecznie to tricky. W Korei będę tylko pół roku!
Cała rozmowa trwała ok. godziny, po czym grzecznie się pożegnałem. Wychodząc byłem oszołomiony niezwykłym charakterem tego spotkania. Wizytę w Muzeum Szamanizmu należy zarezerować wcześniej przez telefon. Profesor mówi po angielsku.

Lokalizacja
UWAGA: miałem niewielki problem ze znalezieniem muzeum, ponieważ mapa Kakao/Naver wprowadzała na rozwidlenie dróg ciężkie do przejścia. Najłatwiej z przystanku autobusowego Kookmin University przejść na drugą stronę ulicy i zejść schodami od razu w dół, by znaleźć się pod biegnącą nad nami autostradą. Od tamtego momentu można kierować się już sugestiami z aplikacji.






