Afganistan (4) autostop (24) birma (11) buddyzm (7) chiny (3) duchowa turystyka (3) dziennik seulski (31) Etiopia (5) etyka (12) festiwal (6) Indie (5) islam (7) Jeolla (9) Jeonju (9) Kim Dzong Un (6) kino (12) Korea Beyond K-pop (42) kraków (3) kuchnia koreańska (10) Mali (6) Manila (3) muzyka (3) narkotyki (5) opuszczone miejsca (14) Park Chung-hee (4) Park Geun-hye (6) podcast (4) podróż (13) Polska (7) Prawosławie (4) protest (4) recenzja (9) religie (3) Seul (7) slajdowisko (6) Somaliland (4) substancje psychoaktywne (4) tanie podróżowanie (23) Timbuktu (4) Tuaregowie (4) Turcja (3) Wietnam (3) wiza (3) wydarzenie (7) wywiad (22)

Agda – w glinianym mieście duchów

Ten wpis znajdziecie też na zaprzyjaźnionym blogu „Wczasy w Iranie”.  Gorąco polecam tam zajrzeć!

 Fot. Roman Husarski
Fot. Roman Husarski

Lubię posiadać przed wyjazdem jakiś przewodnik. Przeważnie, stereotypowo, w moim plecaku ląduje LonelyPlanet. Plusy i minusy przewodników to oczywiście temat na osobny wpis, daleko mi jednak do kurczowego podążania śladami autorów niebieskiej książki, czy tworzenia sobie szczegółowych harmonogramów i list „podpitych” lokalizacji. LonelyPlanet to wstępna wiedza, którą najlepiej wspierać rozmową z ludźmi na miejscu. Często pytam o miejsca wyjątkowe, trochę poza utartym szlakiem. Tak było i tym razem. Pewna kobieta z Shirazu, którą poznaliśmy przez couchsurfing, zaproponowała mi i Wojciechowi zatrzymanie się na trasie Yazd – Esfahan w dwóch miejscach – Ardakanie i Aqda. Jako że podróżowaliśmy autostopem, nie mieliśmy z tym żadnego problemu.

Ardakan ma faktycznie ładną starówkę i jest miejscem bez wątpienia urokliwym. Warto było się tu zatrzymać dla glinianych zabudowań i ciekawych meczetów. Z kolei odwiedzenie Aqda było dla nas wielką niewiadomą. O mieście w moim LP nie ma ani słowa, w przewodniku nie jest nawet zaznaczone na mapie. Na szczęście miasto znajduje się przy głównej trasie i z Ardakanu jechaliśmy autostopem nie dłużej niż godzinę. Dwóch młodych Irańczyków, lekko otumanionych haszyszem, nie do końca rozumiało, po co zatrzymujemy się w tym miejscu. Proponowali, dalszą podróż, ale byliśmy nieustępliwi.

W końcu stanęliśmy przy wylotówce i naszym oczom ukazało się kilka szeregów schludnych nowych domków. Nie wiedząc, co zastaniemy na końcu głównej drogi, ruszyliśmy przed siebie. Znajdowaliśmy się wciąż w pustynnej prowincji Yazd i słońce mocno przypiekało. Ponieważ nie spotkaliśmy na ulicy praktycznie nikogo, miałem nadzieję zatrzymać pierwszego jadącego w naszym kierunku kierowcę i spróbować zapytać o podwiezienie lub chociaż upewnienie się, czy idziemy w dobrą stronę. Nie byliśmy świadomi, czego właściwie szukamy. Osoba, która nam poleciła to miejsce, powiedziała jedynie, że jest niezwykłe, piękne i musimy się tu zatrzymać. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy może nie doszło do jakiegoś nieporozumienia. Ostatecznie to, co niezwykłe i piękne dla Irańczyka, niekoniecznie musi przypaść gustom europejskim.

Szczęście chciało, że nadjechał motocyklem młody mężczyzna. I to jeszcze mówiący troszkę po angielsku! Muhammad był na tyle miły, że przewiózł nas do celu – starej części miasteczka. Gliniane domy, mury, zabudowania – wszystko w dobrym stanie po świeżych rekonstrukcjach. Co uderzające, stara cześć Aqda jest kompletnie opuszczona. Zresztą i w nowej praktycznie nikogo nie spotkaliśmy. Nic dziwnego, według Muhammada, całe miasto zamieszkuje niewiele ponad tysiąc mieszkańców i wszyscy mieszkają w nowej części. Miejsce to kiedyś było dość ważne dla zaratusztrian, ale podupadło po nadejściu islamu.

Wędrując po Agada zobaczymy mury i wspaniałą bramę. Jest wieża, małe meczety i bazar. Wiele budynków posiada bodgiry, czyli starożytną wersję klimatyzacji, która wyłapywała i chłodziła wiatr, rozprowadzając go po całym domostwie. Z daleka łapacze wiatru wyglądają jak wieże. Przy tym wszystkim tylko ludzi brak. Wspięcie się na dach (w kilku miejscach cegły układają się w wygodne stopnie, więc nie jest to wyzwanie) jednego z budynków pozwoliło nam uchwycić piękną panoramę opuszczonego miasta.

Fot. Roman Husarski
Fot. Roman Husarski
Fot. Roman Husarski
Fot. Roman Husarski
Fot. Roman Husarski

Muhammad w sercu glinianego królestwa duchów prowadził piękny hotel, do którego oczywiście nas zaprowadził. Otwierany wielkim kluczem budynek robi miłe wrażenie, w środku jak przystało na perską tradycję, ugoszczono nas herbatą.

Gospodarz nie mówił płynnie po angielsku, więc nie potrafił rozreklamować swojego miejsca. Zrozumiałem tyle, że w rekonstrukcji budynku pomagali mu Holendrzy, po których pamiątką jest wisząca na zewnętrznej ścianie tablica z napisem „hotel”. Muhammad może pomóc w organizacji wyprawy na pustynię, jak również innych atrakcji turystycznych. Serdecznie zapraszał do odwiedzenia prowadzonej przez siebie strony internetowej: khaloomirzahotel.com – wersja anglojęzyczna posiada wystarczającą ilość danych by się przekonać czy warto się tam zatrzymać.

Nas natomiast namawiał, byśmy się zatrzymali w tym niesamowitym miejscu choćby na jedną noc – ze względów logistycznych (m.in. kończyła się nam wiza i mieliśmy już nocleg na ten dzień) musieliśmy odmówić, ale zwiedzanie glinianego miasta duchów należy zaliczyć do jednej z najciekawszych w naszej irańskiej podróży.

IMG_4571
Muhammad, właściciel jedynego hotelu w Aqda
Fot. Roman Husarski
IMG_4561
Aqda – Prypeć w irańskim wydaniu
Fot. Roman Husarski

© 2010 – 2026 Wloczykij.org