Afganistan (4) autostop (24) birma (11) buddyzm (7) chiny (3) duchowa turystyka (3) dziennik seulski (31) Etiopia (5) etyka (12) festiwal (6) Indie (5) islam (7) Jeolla (9) Jeonju (9) Kim Dzong Un (6) kino (12) Korea Beyond K-pop (42) kraków (3) kuchnia koreańska (10) Mali (6) Manila (3) muzyka (3) narkotyki (5) opuszczone miejsca (14) Park Chung-hee (4) Park Geun-hye (6) podcast (4) podróż (13) Polska (7) Prawosławie (4) protest (4) recenzja (9) religie (3) Seul (7) slajdowisko (6) Somaliland (4) substancje psychoaktywne (4) tanie podróżowanie (23) Timbuktu (4) Tuaregowie (4) Turcja (3) Wietnam (3) wiza (3) wydarzenie (7) wywiad (22)

Pierwsze wrażenia z Addis Ababy

Początki z Etiopią nie należały do najlepszych, na lotnisku ja i Łukasz wylądowaliśmy około pierwszej w nocy. Już na wstępie próbowano nas oszukać. Załatwianie wizy poszło tak sprawnie, że zaczęto nas wyganiać, “zapominając” o wydaniu reszty. Później czekała nas luksusowa noc na ławeczkach lotniska. O tej porze, opuszczenie wewnętrznej strefy wydawało się mało rozsądne. Wyczuwając nasze obawy, obok nas krzesełko postawił ochroniarz, kiwając nam uspokajająco głową.

Nad ranem do naszego couchserfera dojechaliśmy taksówką. Nie obyło się bez kłopotów. Choć zgodziliśmy się na 30 bir nasz driver upierał się po dotarciu do celu, że było to 300… Ustalenie dokładnej ceny należy do podstawowych zasad obowiązujących w tym kraju. Najlepiej zapisać ją na kartce. I podkreślić, że chodzi o lokalne birry a nie dolary.

Niektórzy witając się nie szczędzą sobie życzliwości!
Fot. Roman Husarski

Ciężko wyrazić ile mieliśmy szczęścia, trafiając na wspaniałego coucha o imieniu Addis. Nie tylko okazał się radosnym, inteligentnym i pomocnym człowiekiem, ale już pierwszego dnia zobaczyliśmy kilka najważniejszych zabytków i centrum miasta. To potężne ponad trzy milionowe miasto, o wielu obliczach.

Addis Ababa ma specyficzne zasady jeśli chodzi o przemieszczanie się. Nikt nie zna tu nazw ulic. Wiele domów nie posiada żadnych numerów. Porusza się wzgledem punktów rozpoznawczych, jak dzielnice czy pomniki. Jeżdżą busiki i autobusy (ok.50 gr), ale nawet taksówki są stosunkowo tanie (przejazd ok. 8 zł). Mieszkamy trochę daleko od centrum, ale opanowanie systemu jest bardzo łatwe. Przesiadki odbywają się na większych stacjach autobusów. W każdym jest koordynator, który wykrzykuje nazwę celu podróży. Zresztą, Etiopczycy są bardzo pomocni i zawsze chętnie udzielą wskazówki (co nie zawsze jest ok, bo nawet gdy nie znają drogi, spróbują coś powiedzieć).

To, co uderza, to duża ilość żebraków wystawiających swoje kalectwo na widok publiczny. Pisał już o nich Kapuściński. Nie wydają się zbyt nachalni w żądaniu pieniędzy, ale niekiedy widok jest straszny. Umiejętność sprzedawania mocnej historii, została tu dopracowana do perfekcji. Siedzimy sobie w małej budzie i zajadamy injere, lokalne pieczywo z warzywami lub z mięsem (je się rękami, dokładnie prawą), gdy nagle dosiada się człowiek. Zaczyna miłą rozmową, by przejść do swojej historii i pokazać, jak został pokrzywdzony przez życie. Na końcu domaga się pieniędzy. To niestety częsty scenariusz i kolejna z prób wyłudzenia pieniędzy, na którą trzeba uważać.

Lista przekrętów, jakie zaobserwowałem w tym kraju, zasługuje na osobny wpis, ale niech nikt nie zrozumie mnie źle. Etiopczycy to wspaniali ludzie. Wielu z nich jest bardzo dumnych ze swojego pochodzenia. Często podkreślają, że Etiopia nigdy nie była skolonizowana. Wskazują, że ich kraj jest kolebką cywilizacji, że to tu znajdował się biblijny ogród Eden. W końcu stad pochodzą szczątki Lucy, żeńskiego osobnika australopiteka sprzed 3,7 miliona lat! Są jednymi z najstarszych na świecie – starsze, 6-milionowe szczątki człowieka znaleziono w sąsiedniej Kenii.

Trzeba też pamiętać, że Etiopia to kraj o wielu twarzach. Na ulicach Addis Ababy widzi się pełen mix kulturowy. Różne plemiona. Różne narodowości.  Także religijnie można być zaskoczonym. Przez lata Etiopia była promowana jako kraj chrześcijański, ale nawet 40% mieszkańców kraju to muzułmanie. Przy tym wszystko miesza się z różnymi, lokalnymi wierzeniami animistycznymi.

Mimo pewnych niebezpieczeństw Addis Ababa wydaje się bardzo przyjaznym miastem. Wbrew pogardliwych komentarzy Cejrowskiego etiopska kuchnia jest pyszna. Może troszkę monotonne (injera na śniadanie, obiad i kolację), ale naprawdę przynosząca wspaniałą mieszaninę smaków! Z wieloma mieszkańcami można pośmiać się i podyskutować. Na ulicy nudzić się nie można. Stale otacza nas pewna doza pozytywnego chaosu. Jako biali, jedynie w nocy jesteśmy niewidzialni ; ). Generalnie jestem zauroczony!


© 2010 – 2026 Wloczykij.org