Afganistan (4) autostop (24) birma (11) buddyzm (7) chiny (3) duchowa turystyka (3) dziennik seulski (31) Etiopia (5) etyka (12) festiwal (6) Indie (5) islam (7) Jeolla (9) Jeonju (9) Kim Dzong Un (6) kino (12) Korea Beyond K-pop (42) kraków (3) kuchnia koreańska (10) Mali (6) Manila (3) muzyka (3) narkotyki (5) opuszczone miejsca (14) Park Chung-hee (4) Park Geun-hye (6) podcast (4) podróż (13) Polska (7) Prawosławie (4) protest (4) recenzja (9) religie (3) Seul (7) slajdowisko (6) Somaliland (4) substancje psychoaktywne (4) tanie podróżowanie (23) Timbuktu (4) Tuaregowie (4) Turcja (3) Wietnam (3) wiza (3) wydarzenie (7) wywiad (22)

Pociągiem w twarz!

Po niemalże czterech miesiącach podróży przyszedł w końcu czas na powrót. Dobrze jest podróżować, ale i miło jest mieć do czego wrócić. Stęskniony za bliskimi cieszyłem się na warszawskim lotnisku. Była dziewiętnasta, więc nie podejrzewałem, że czekają mnie jakieś wielkie problemy z powrotem do Krakowa. Niestety ostatnia noc okazała się jedną z najbardziej zaskakujących.

Na dworzec PKP dotarłem przed dwudziestą i spokojnie zakupiłem sobie bilet na dwudziestą pierwszą. Pociąg według kasjerki miał być pełny, więc w rezultacie dostałem jakiś kwitek. Pierwsze podejrzenia pojawiły się, gdy pomimo zbliżającej się godziny odjazdu, na wyznaczonym peronie praktycznie nikogo nie było, jednak osoby w pobliżu czekały na ten sam pociąg! … Nigdy nie nadjechał. Okazało się, że ten przejazd zniknął dwa tygodnie temu i z powodu błędu w systemie otrzymałem bilet na pociąg widmo!

Lekko poirytowany udałem się do informacji. Przede mną stała turystka z zagranicy. Nieoczekiwanie kasjerka wezwała mnie na pomoc:
– wie Pan, o co jej chodzi?

Co za absurd, główny dworzec w stolicy a obsługa informacji nie zna podstaw angielskiego! Wystąpiłem więc w krótkiej roli tłumacza. W końcu uzyskałem też nowe informacje.  Najbliższy odjazd – piętnaście po dwunastej. Tyle że gdy udałem się do kasy (innej niż poprzednio) okazało się, że i ten kurs nie istnieje. Jak to? Czyżbym znalazł się na dworcu samych pociągów widmo? Spokojnie, to tylko chaos. Kolejny odjazd wpół do drugiej. Zmęczony zadzwoniłem do koleżanki z Warszawy czy nie ma jakiego busa, który poratowałby mnie w tej sytuacji. Niestety, mimo solidnego wertowania internetu, nic nie udało jej się znaleźć, a było ledwo po dwudziestej pierwszej.

Poirytowany udałem się do okienka, gdzie oczywiście poszła pyskówka. Że to wina pasażerów, bo powinni sobie wcześniej w internecie sprawdzić… Po chwili mówi mi, że wypisze mi bilet na 23 do Katowic a stamtąd wezmę sobie „busik” do Krakowa. Tego absurdu nie wytrzymali również ludzie stojący w kolejce. Jaki busik o pierwszej w nocy ma niby do Krakowa jechać? Nie wytrzymuję i mówię jej, że w Kambodży jest lepsza obsługa kolejowa niż w Polsce. Kasjerka żegna mnie przekleństwami.

Oczywiście na tym skończyć się nie mogło. W poczekalni chaos niczym z prozy Mrożka!
Straż kolejowa wyrzuca bezdomnych, którzy po chwili wracają – i tak w kółko. Jeden z ochroniarzy popełnił błąd, chcąc wyrzucić człowieka, który posiadał już bilet. Dialog pomiędzy nimi brzmiał następująco:

– Debil z pana i tyle.

– Sam jest pan debil!

– Pan jest.

– Nie, bo pan.

– A pan nie wie, że kto przezywa, ten sam jest?

– Ale ja mam wyższe wykształcenie od pana!

– Chyba pan śni, na pewno ja mam wyższe.

– Idiota!

– Idiota!

Absurdów nagromadziło się w poczekalni oczywiście więcej. W kącie stoi gość, który prowadzi monolog sam ze sobą:

– To jak zrobimy Macieju? Kupimy ten bilet na pierwszą? A tak, kupimy – i tak sobie gaworzył.

Na środku sali siedzi pijaczek, który drze się wniebogłosy:

– To nie są moje buty! Ktoś mi podmienił buty! K**** to nie są moje buty!

Nic jednak nie pobije starego kombatanta (??), który z jakimś odznaczeniem na piersi, co chwila zagaduje innych ludzi:

– Te Tuski Komorowskie te! Do szamba wrzucić, by poczuli się tak jak my! – co lepsze, dialog z nim podejmuje żul, który przedstawia się jako Jan.

– Panie Janie, wszystko zostało zaplanowane, to wiadomo, że bomba była w samolocie.

– Jakiś p****** Polak podmienił mi buty! To nie są moje buty!

– Panie Janie, nie Polak a Żyd! Bo Żydzi uważają nas za gojów, a goje to zwierzęta! To już wszystko w tych no… syjonach…  księgach spisali! Tak nas nienawidzą!

– Ale gdzie są K**** moje buty! – dialog ze strony Pana Jana był trochę monotonny, co oczywiście nie przeszkadzało staremu kombatantowi kontynuować swoje wywody.

Nie każdy potrafił znieść roztańczoną w tangu poczekalnię, nie jeden salwował się szybką ucieczką, rzucając za sobą przeważnie kilka niecenzuralnych słów. Z ulgą opuściłem poczekalnię warszawskiej PKP, gdy nadeszła odpowiednia godzina. Bez problemów, nad ranem dojechałem do kochanego Krakowa.


© 2010 – 2026 Wloczykij.org