Afganistan (4) autostop (24) birma (11) buddyzm (7) chiny (3) duchowa turystyka (3) dziennik seulski (31) Etiopia (5) etyka (12) festiwal (6) Indie (5) islam (7) Jeolla (9) Jeonju (9) Kim Dzong Un (6) kino (12) Korea Beyond K-pop (42) kraków (3) kuchnia koreańska (10) Mali (6) Manila (3) muzyka (3) narkotyki (5) opuszczone miejsca (14) Park Chung-hee (4) Park Geun-hye (6) podcast (4) podróż (13) Polska (7) Prawosławie (4) protest (4) recenzja (9) religie (3) Seul (7) slajdowisko (6) Somaliland (4) substancje psychoaktywne (4) tanie podróżowanie (23) Timbuktu (4) Tuaregowie (4) Turcja (3) Wietnam (3) wiza (3) wydarzenie (7) wywiad (22)

Ciężar Manili

Fot. Roman Husarski

Zobacz moją fotorelację z Navotas.

Dziewczynka podrzuciła w powietrze ludzką czaszkę i odbiegła z krzykiem. Dookoła walają się ludzkie szczątki i tony śmieci. To slumsy na cmentarzu.
Dzielnic nędzy nie trzeba długo szukać, bo właściwie większość Manili je przypomina. To miasto ostrych kontrastów. Blaszane domki kryją się na każdym rogu, a tony śmieci leżą nawet na głównym wybrzeżu w pobliżu błyszczących wieżowców. Nawet 1/3  dwunastomilionowej społeczności może żyć w slumsach.

Znajduję się na małej wyspie Navas – to tu zdesperowani ludzie, nie mogąc znaleźć lepszej lokalizacji, zamieszkali na cmentarzu. Otacza mnie z każdej strony tłumek dzieci, z radością pozując mi do zdjęć. Atmosfera jest zaskakująco wesoła, choć miejsce przeraża. Zwłaszcza gdy widzi się nagie brzdące taplające się w śmieciach. Mieszkańcy cmentarza okazują się zaskakująco mili, niektórzy wydają się zmieszani, inni mnie pozdrawiają, krzycząc: „hey Joe!” (pozostałość po amerykańskiej wizycie na Filipinach). Zdumiewające, że nikt mnie tu nie prosi o pieniądze, co w centrum miasta jest nagminne.

Rykszarz ze Slumsów.
Fot. Roman Husarski

Wchodząc, widziałem przejeżdżający w pobliżu wóz pancerny. Pobliski bank pilnuje aż pięciu ochroniarzy, wyposażonych w karabiny maszynowe. Gangsterów jest co prawda w Manili sporo i zapewne chowają się w slumsach. Jednak znajomy mieszkaniec Manili mówił, że nie brak ich też przy bogatych dzielnicach – takich jak Makati.

Poznani przez couchsurfera mieszkańcy Filipin zdumiewają mnie swoim brakiem pojęcia na temat tego co dzieje się na obrzeżach miasta. A może jest inaczej. Może nie chcą wiedzieć. Enklawę dają nowoczesne dzielnice z Makati na czele. Znajomy opowiadał mi, że raz przez przypadek jego nowobogacka koleżanka przez przypadek opuściła strefę ochroną – skończyło się płaczem. A mieszka na Filipinach kilkanaście lat. To dlatego tak popularne są tu taksówki.

Opuszczając dzielnicę, czuję ciężar w głowie. Jestem również dosłownie brudny. Poprzedniego dnia padało, więc w niektórych miejscach trzeba było przejść przez rozlewiska pełne odchodów i śmieci. W pobliżu nie ma oczywiście publicznych toalet. Zresztą nawet w centrum Manili można się natknąć na ludzi wypróżniających się na ulicy. Ciekawe czy złapałem wszy? Nie mogłem jednak nie pokręcić się z dziećmi, nie przybić im piątek. W głowie kotłowała mi się mieszanina pytań. Czy naprawdę nie ma innego wyjścia? Ile człowiek jest w stanie wytrzymać? W jaki sposób można odpowiedzieć na tę tragedię? Mieszkańcy slumsu w Navas przyjechali do Manili ze wsi w poszukiwaniu pracy, a skończyli, śpiąc na rozkopanych grobach. Dlaczego nie opuszczą tego koszmarnego miejsca? Czy gdyby wiedzieli, co ich czeka, to opuściliby wsie? Ilu z nich wciąż ma nadzieje na zmianę swojej sytuacji? Wiele pytań i zapewne wiele odpowiedzi.

Fot. Roman Husarski

 

Fot. Roman Husarski

© 2010 – 2026 Wloczykij.org