...AUTOSTOP... Etiopia

Autostopem przez Etiopię

Autostop w Etiopii, państwie o powierzchni czterokrotnie większej od Polski, raz jest oczywistością raz czystym absurdem. Wszystko zależy od miejsca w którym jesteśmy. Kraj zwiedziłem jedynie częściowo, ale myślę, że pewne tendencje utrzymują się w większości Etiopii. Dlatego spróbuję podzielić się moim spostrzeżeniami.

Czasem można łapać stopa nawet w centrum miasta. Wszystko zależy od atmosfery.
Fot. Roman Husarski

Pierwsze próby łapania stopa w stronę Harar z Addis Abeby spełzły na niczym. Bardzo ciężko dostać się na obrzeża miasta. Co gorsza sprawę utrudniają wszystkie busy, które widząc białych od razu się zatrzymują. Oczywiście też sami Etiopczycy widząc turystów z plecakami na obrzeżach próbują pomóc i wskazują drogę na przystanek. Co gorsza ulica w tym miejscu nie daje możliwości na zatrzymywanie się  pojazdów. Ostatecznie zrezygnowani zabraliśmy autobus. Mimo, że wracaliśmy kilkakrotnie do Addis ani razu nie łapaliśmy z stolicy stopa. Moim zdaniem lepiej wyjechać z tego trzy milionowego miasta, najłatwiej łapie się z prowincji.

Po Addis łapaliśmy już stopa wszędzie gdzie nas zaniosło, z różnym skutkiem. Przede wszystkim problem stanowią dzieci. Nie trzeba znać statystyk by stwierdzić, że przyrost naturalny w Etiopii jest na wyżynach w stosunku do Europy. Nie było momentu by nie towarzyszyli nam najmłodsi w łapaniu stopa. W przypadku kilku, kilkunastu osób to zazwyczaj problem nie jest, ale jak przy autostopie pomaga całe przedszkole to robi się mniej wesoło. Kierowcy wyczuleni na psikusy bachorów (podkładanie/rzucanie kamieni, zabaw w „kto dłużej wystoi na środku ulicy” itp) od razu dodają gazu. Nie raz musiałem się przepchać przez tłum by samochód mnie w ogóle zobaczył. Zdarzyło się też łapanie stopa z całą wioską, ale to inna historia…

Moim zdaniem napisy się raczej nie przydaja w tym kraju. Za mało samochodow jeździ na długi dystans.
Fot. Roman Husarski

Z dziećmi jest jeszcze jeden problem. Część z nich to przemiłe brzdące, które cieszą się jak zrobi im się zdjęcie czy pogłaszcze po głowie. Ale pozostaje jeszcze ta druga część, czyli wrzeszczące bachory nachalnie domagające się pieniędzy (a my  nie dajemy), próbujące coś podkraść czy nawet rzucające kamieniami. W moim przypadku było też szarpanie dredów. Raz w Soddo zostaliśmy wręcz zaatakowani przez grupę obdartych dzieci ulicy. Sytuacja miała miejsce w nocy i w centrum miasta, jednakże chodzi mi o świadomość istniejącego zagrożenia.
Dzieci są zepsute przez organizacje charytatywne i bogatych turystów, którzy im dają to pieniądze to cukierki. Jak już ktoś coś musi dać to niech to będą markery, zeszyty czy długopisy – coś przydatnego w nauce, w rozwoju. Osobiście nie daje niczego. Po co od najmłodszych lat uczyć dostawania rzeczy za darmo?

Dzieci mówią pa pa!
Fot. Roman Husarski

Problemem może być też to, że dla wielu ludzi w tym kraju samochód to biznes. Naturalne jest płacenie za podwózkę. Różnie z tym jednak bywa. Zwłaszcza, że biali łapiący stopa wzbudzają spore zainteresowanie. Na prowincji większość przejeżdżających zatrzymuje się choćby z ciekawości! Angielski w kraju też jest na zaskakująco dobrym poziomie, jedynie z niektórymi tirowcami nie szło pogadać.

Mój niepokój wzbudziła z kolei notka w przewodniku Bradta o zakazie przewożenia turystów przez tirowców. Zdaje się jednak, że tyczyły się to tylko południa kraju. To tam zatrzymała nas policja, ale dali się udobruchać – Łukasz robił okrężne ruchy rekami i mówił „plane plane”. Z tym, że nigdy nic nie wiadomo.

Na pace tira!
Fot. Roman Husarski

Sytuacja znalezienia się w ciemnej dupie (niezbyt fortunne określenie w stosunku do Afryki, ale prawdziwe) jest też niewykluczona. Brak samochodów to duży problem. Zwłaszcza w Weyto nie mogliśmy złapać nic ani do Turumi ani do Jinki. A kierowcy którzy się pojawili żądali absurdalnych cen! Ostatecznie po czterech godzinach udało nam się coś złapać. Największy niesmak wzbudzili w nas biali turyści, którzy kilka razy przejeżdżali własnymi jeepami. Żaden się nie zatrzymał.

Są i takie autobusy.
Fot. Roman Husarski

Pomimo tych niedogodności jestem zdecydowanie za łapaniem stopa w Etiopii. Z kilku prostych przyczyn. Po pierwsze nagminne jest oszukiwanie turystów w autobusach. Zawsze staraliśmy się znać prawdziwą cenę, często też sami etiopczycy reagują – zwłaszcza jak zwróci się do kogoś młodego z prośba o pomoc. Pamiętam jak jeden chłopak nawet zwyzywał cwanego kontrolera! Niestety kilka razy prawie wysiedliśmy z autobusu i kłóciliśmy się przez prawie całą drogę.
Irytujące są też sytuacje na dworcach gdzie chłopaczki żądają kasy za umiejscowienie bagażu na dachu. Po dotarciu do celu taka żądają za zdjęcie… To prawda, że w zwyczaju jest nagradzanie napiwkiem pomocników, ale od turystów żąda się czasem 10 krotnie więcej! Nie jest też zagadką, że dworce to siedziba wszystkich cwaniaków i kieszonkowców – Łukasz padł ofiara jednego z nich i stracił telefon. Druga kwestia to słaby stan techniczny niektórych autobusów, zwłaszcza tych dużych. Raz jechaliśmy rozpadająca się maszyną 100 km w zaledwie siedem godzin. Złapanie jeepa to oczywiście szczęście, ale nawet tiry często jeżdżą szybciej. Dzięki złapaniu stopa w parku Omo nie przydzielono nam obowiązkowych strażników. Nikt nie zatrzymał na bramkach tirowców! Dodam, że park (raczej) nie jest niebezpieczny, a strażnicy nie wiele po za żuciem chatu by robili.

Szukaj stopa w polu.
Fot. roman Husarski

Większy problem stanowią szaleni kierowcy, którzy mocno dają po garach. A że pod względem ilości zwierząt hodowlanych Etiopia ma 5 miejsce na świecie, tak i widoki potraconych osiołków, kóz czy kur na drodze. A także pojazdów jeśli coś z nich po zderzeniu zostanie. My także nie uniknęliśmy tego problemu. A na trasie Woldia – Gashema nasz kierowca potrącił nawet człowieka! Polecam jak jest możliwość, siadać z tyłu. Ponoć największa szansa przeżycia w razie wypadku. Co do dróg na autostop to znalezienie właściwe w większości miast nie stanowi problemu – tak, to ta co biegnie przez środek i jest asfaltowa.

Jechaliśmy w kordonie tirów. Na zdjęciu maszyna Łukasza.
Fot. Roman Husarski

Zobaczmy jak wyjdzie Etiopia w ostatecznym rozrachunku, bazowa ocena to 3.

-1 – pomocne dzieci.
-1 – niejasna sytuacja w prawie.
-1 – regułą jest płacenie za stopa.

+/- – drogi są już w wielu miejscach, ale też nie wszędzie. Dobrej jakości tez one nie są. za to łatwo znaleźć odpowiedni kierunek.

+0,5 – niezła znajomość języka.
+1 – prawie każdy się zatrzymuje.
+1 – często lepszy autostop od busa!

Ocena autostopu w Etiopii to 2+, ale dla mnie jest to mocny plus! Polecam! Wrażenia gwarantowane :).

Dodaj komentarz