...AUTOSTOP... Mali

Autostopem przez Mali

Droga do Timbuktu.
Fot. Roman Husarski

Mali to kraj o dużym potencjale zarówno turystycznym jak i autostopowym. Jeszcze kilka lat temu przyjeżdżało tu mnóstwo turystów. Niesamowite meczety, kolorowe targowiska, słynna muzyka, Festival au Désert – Mali miało wiele do zaoferowanie. Niestety, od wybuchu powstania Tuaregów w 2012 roku, sytuacja pogorszyła się na tyle, że praktycznie nikt tu nie przyjeżdża. Podczas całej naszej podróży (miesiąc) nie spotkaliśmy żadnego innego turysty.

Tirowcy lubią przyozdabiać swoje maszyny. Czasem trochę nieporadnie.
Fot. Roman Husarski

Już przed wybuchem rewolucji i przewrotem wojskowym, Mali nie miało najlepszej opinii. Zdarzały się porwania. Tuaregowie podnosili powstania regularnie od momentu, w którym Mali uzyskała niepodległość. Obszar konfliktu (Azawad) to północna część kraju, ta pustynna i słabo zaludniona. Stąd też zalecam podwójną czujność łapiąc stopa na trasie Douentza – Timbuktu i Konna – Gao. Również wszyscy poznani przez nas Malijczycy odradzali podróż do Kidalu i na północ od Timbuktu. Raczej nikt nie chciałby być porwanym, prawda? Chyba, że ktoś chce zapuścić brody, nawrócić się na islam i wieść proste życie na pustyni. Ale są chyba lepsze sposoby na realizacje tego marzenia.

Po drodze zdarzają się porzucone samochody. Rozebrane z wszystkiego co wartościowe, rdzewieją sobie na pustyni.
Fot. Roman Husarski
Zdarzy się i porzucony czołg.
Fot. Roman Husarski

Cała południowa część kraju wciąż nie jest bardziej niebezpieczna niż sąsiednie państwa regionu. Podróż autostopem jest stosunkowo przyjemna, ponieważ w Mali mieszkają bardzo życzliwi ludzie. Nie zapomnę jak jechaliśmy z pewnym człowiekiem, wykształconym w Białorusi, który rzucając ruskie przekleństwa na lewo i prawo, załatwił nam jednym telefonem nocleg w mieście do którego zmierzaliśmy. Podstawą jest jednak nie rosyjski, a francuski (łapać stopa – faire l’autostop ), ale i po angielsku możemy porozmawiać w bardziej turystycznych miejscach. Generalnie po zadeklarowaniu kierowcy, że jedziemy stopem, nie powinno być nieprzyjemnych niespodzianek. Niestety im bardziej na północ, tym rzadziej coś jeździ i zaczynają pojawiać się pytania o pieniądze.

Peace, liberty and Osama Bin Laden.
Fot. Roman Husarski

O tym, że stop jest dobrze zrozumiały, świadczy historia pewnego Belga, którego poznałem w Wagadugu. Na pewnej stacji benzynowej w Mali, pewien człowiek zapytał go, czy może z nim jechać na południe. Belg nie widział problemu, jednakże po przejechaniu 100km zapytał mężczyzny czy nie ma dość. Malijczyk jechał uczepiony drabinki przytwierdzonej do jeepa! Tamten zaprzeczył i w sumie przejechał w ten sposób z Belgiem ponoć aż 400 km. Jak widać idea autostopu w Mali znajduje zrozumienie.

Z transportem ciężko, każdy łapie się czego może.
Fot. Roman Husarski

Wszędzie dobrą opcją są tiry, a w Mali jeździ ich całkiem sporo. Warto jednak zwrócić uwagę, że czasem pełnią rolę autobusu – jak tysiąc osób jedzie na tirze to z pewnością i nas kierowca zapyta o zapłatę. W kokpicie też nie liczmy na luksusy (i w ogóle w Mali), zdarzało się jechać w siedem osób. Za to często gra dobra muzyka.

Tirobus
Fot. Roman Husarski

Większym problemem są drogi. Wspomniany już Belg, stwierdził, że w Zachodniej Afryce nie ma gorszych dróg niż w Gwinei i Mali. Prawda jest taka, że niektóre odcinki są niezłe, ale zdarzają się koszmarki – na północ od Bamako przez pewien czas jedzie się przez rowy i piach, z kolei droga z Konna do Douentzy przypomina prawdziwy szwajcarski ser (120 km tirem w ponad 6 godzin).

Jedziemy w sześciu ale hit me with the music and i feel no pain!
Fot. Roman Husarski

Kraj teoretycznie jest wciąż w stanie wojny (Narodowego Ruchu Wyzwolenia Azawadu zakończył zawieszenie broni 29 listopada 2013, a islamiści jak walczyli tak walczą), a Francuzi dalej nie wycofali swoich wojsk. Stąd też kraj jest podzielony siecią checkpointów, które są dobrą bazą do łapania stopa. Czasami trzeba się wylegitymować, ale nigdy większych problemów w takim punkcie nie mieliśmy. Wojskowi nieraz nawet sami pomagają w łapaniu. Zatrzymując się w mieście lub na stacji benzynowej również można poprosić o podwiezienie do checkpointu.

Gliniane meczety w Mali wyglądają jak ze snu.
Fot. Roman Husarski

W związku z napiętą sytuacją w Mali czasem widzi się przejeżdżające NGOsy, ONZty, Czerwone Krzyże itp. Jednakże nie ma co liczyć na podwózkę, organizacje pozarządowe mają zakaz zatrzymywania się bez powodu i brania do samochodu nieznajomych. Do wojskowych też nie machajcie, zezrozumiałych względów.

Zapraszamy, ale bez broni.
Fot. Roman Husarski

By jeździć po Mali autostopem, trzeba dać sobie dużo czasu. Na niektórych trasach ciężko zatrzymać coś poza tiro-busem. Nam z Sevare do Timbuktu stop zajął trzy dni. Plusem jest wszechobecna herbata, która przeważnie się pojawia, czy to na checkpoincie czy przy wioskowej chacie. Te chwile sprawiają, że pomimo wielu trudów autostop w Mali przebiega bardzo przyjemnie. Mam nadzieję, że w przyszłościponownie ruszy Festival au Désert, a karabiny zostaną zamienione na gitary. Bo Mali jest krajem, który zdecydowanie warto odwiedzić.

Podsumowanie
(bazowa ocena to 3, od której dodaję i odejmuję punkty)

-1 – niestabilne regiony, ryzyko porwania
-1 – brak pojazdów
-1 – długi okres oczekiwania
-1 – drogi poniszczone, czasami nie ma ich wcale
-0,5 – słabo z angielskim, francuski obowiązkowo
-0,5 – kiepsko z transportem, kilkugodzinny postój to norma

+1 – idea autostopu zrozumiała
+1 – życzliwi ludzie
+1 – checkpointy ułatwiają poruszanie się stopem
+0,5 – w oczekiwaniu często czasu umila herbata
+0,5 – miasta są raczej łatwe w nawigacji

Ostateczna ocena: 2

Czasem nie ma wyboru i jedziemy czym się da!
Fot. Roman Husarski

Dodaj komentarz