Korea Południowa

Zakrzywiona rzeczywistość w Anyang

Jak wygląda codzienne życie studenta w Korei Południowej? Co warto zobaczyć w azjatyckim metropolis? Czy w dobie Internetu można jeszcze przeżyć szok kulturowy?  Co czwartek serwuję moje wrażenia i przemyślenia z Seulu. Uwaga, kuchnia koreańska bywa pikantna!

Anyang jest miastem, które znajduje się w obrębie seulskiego metra i znane jest z buddyzmu i niezwykłego parku rzeźb. Wraz z narzeczoną spędziliśmy cudowny czas błądząc po lesie wypełnionym sztuką współczesną i zatrzymując się w uroczych restauracjach nad rzeczką. Hasłem parku jest BoGoBoDa co oznacza, według chińskich znaków, “Jest wiele skarbów w pudełku pełnym skarbów”. Schodząc na ziemię chodzi o 50 prac rozsianych wzdłuż rzeki i w pobliskim lesie. Zwiedzenie wszystkiego z postojami zabrało nam pół dnia.

Nie jestem specjalnym fanem sztuki współczesnej gdzie zbyt często rzemiosło stawia się niżej niż efektowność, prowokacyjność i gest. Muzea sztuki współczesnej kojarzą się często z kiczem, pretensjonalnością czy złym smakiem. W Anyang udało się jednak zachować balans i generalny efekt jest imponujący. Głównie za sprawą wyjątkowych warunków, bowiem artyści mogli rozlokować swoje prace na wolnej przestrzeni. Znajdziemy tu dzieła zarówno twórców Wschodu i Zachodu.

Nam najbardziej spodobał się mini park rzeźb nawiązujących do sztuki antycznej. Posągi pozbawione kończyn i wśród drzew robiły dość upiorne wrażenie.

Chudzielec wysoki jak drzewo.
Fot. Roman Husarski

Niektóre prace prezentowały typowy postmodernizm, czego najlepszym przykładem są rozrzucone w różnych miejscach parku zwierzęce-hybrydy, wyglądające jakby wyjęte z koszmaru dziecka o parku zabaw przy restauracji McDonald. Zwierzęta te, m.in. z samymi ogonami zamiast głów, to kwintesencja chaosu i wywrócenia znaczeń.

Fot. Roman Husarski
Nie zadawajcie pytań.
Fot. Roman Husarski

W wielu pracach nie brak jednak elegancji, porządku oraz inspiracji religijnych. Zwłaszcza zamanifestowana została tradycja buddyjska silnie związana z regionem. Czasami w zabawny sposób, jak w “Wyobrażonej pagodzie” wybudowanej z pozyskanych z recyklingu skrzynek po butelkach. W okolicy można zatrzymać się też w wielu buddyjskich klasztorach. W centrum parku znajdowała się również przypominająca pagodę wieża widokowa.

Widok z wieży-pagody.
Fot. Roman Husarski
Nasuwający skojarzenia z szamanizmem wielki bambusowy szałas pt. “Świątynia Anyang”.
“Wielowymiarowy lustrzany labirynt”, który symbolizuje “drogę pielgrzyma do świętego miejsca, które obecne jest tak w chrześcijaństwie, jak i w buddyzmie”.
Fot. Roman Husarski

Przy “Wyobrażonej pagodzie”.
Fot. Roman Husarski

To tylko mała część prac z Anyang, na miejscu do odkrycia dużo więcej! By dostać się do parku należy pojechać metrem na stację Anyang (linia metra nr. 1, wyjście nr. 1) i wziąć autobus nr. 2, którego ostatnim przystankiem jest początek parku.

1 myśl na temat “Zakrzywiona rzeczywistość w Anyang”

  1. No ale trzeba było usiąść na rzeźbie, po prostu trzeba było, nie? :/ Poza tym tradycyjnie ciekawy artykuł 🙂 zwłaszcza ten labirynt luster bym z chęcią zobaczyła na żywo 🙂

Dodaj komentarz