Korea Północna Korea Południowa

O młodości pod okiem Wielkiego Wodza, kinie i wierze. Uciekinierzy z KRLD cz. I

Spotkanie z So-yi zostało zorganizowane przy pomocy mojej koleżanki, Su Jin-soo. Panie poznały się dzięki organizacji Durihana (kor. 두리하나, dosł. “dwa-jedno”). So-yi uciekła z KRLD w 1998 roku, a do Korei Południowej dotarła dopiero w 2005 roku. Obecnie ma 45 lat. So-yi jest jedną z bohaterek mojego reportażu Ostatnia szansa Zachodu, który został opublikowany w Tygodniku Powszechnym. So-yi po raz pierwszy w życiu udzieliła wywiadu zagranicznemu dziennikarzowi. Imię bohaterki wywiadu zostało zmienione na jej życzenie. Na potrzebę bloga, ze względów praktycznych, wywiad został nieznacznie skrócony. Wywiad został przeprowadzony 06.06.2017 w języku koreańskim z pomocą Su Jin-soo.

“Rozmyślając”, Hwang Chul Ho, malarstwo akrylowe, (Dżucze 96 (2007))

Zacznijmy od początku. Jak wydostałaś się z Korei Północnej? 

Wiele kobiet w Korei Północnej myśli, że jak wyjdzie za mąż za Chińczyka to ich życie znacznie się poprawi. Nam było bardzo ciężko. Mąż mojej kuzynki nagle zmarł. Została bez środków do życia, z dwójką dzieci. Życie stało się dla niej tak trudne, że zdecydowała się uciec i namówiła mnie do tego.

Ucieczka z Korei Północnej to wielkie ryzyko. Dlaczego ty też postanowiłaś wyjechać?

Nasza rodzina zawsze miała pod górę. Moi bracia ciężko pracowali, ale nigdy nie otrzymywaliśmy dodatkowych przydziałów. Nie mieli też szans na awans. Dowiedziałam się, że to z powodu naszego ojca. Nasz ojciec podczas wojny koreańskiej dostał się do niewoli. Potem wrócił na Północ. Kiedy miałam 3 lata w naszym kraju odbyła się kampania polityczna, która miała na celu zdyskredytowanie osób, które w jakikolwiek sposób splamiły się kontaktami z zachodnim światem. Mój ojciec stracił wtedy swoją pozycję i został wysłany na reedukację w góry. Nie zrobił niczego złego, ale dla rządu wystarczyło samo podejrzenie. Najgorsze jest to, że gdy raz padnie na twoją rodzinę podejrzenie to nie możesz nic zrobić. Zostaliśmy nazwani reakcjonistami (kor. 반동). Jest to piętno nie do wymazania. Nie miałam w KRLD żadnych perspektyw. W pewnym momencie zaczęłam myśleć o małżeństwie z Chińczykiem. Tylko po to, aby wyżywić moją rodzinę.

Tak po prostu wyjechałyście? 

Nasz wujek prowadził biznes po stronie chińskiej i często przekraczał granicę. Miał kontakty i wszystko przygotował. Opuściłyśmy razem Koreę w 1998 roku  Był to rok, w którym uciekło bardzo wiele osób (W tym czasie w KRLD wciąż panował głód przyp. RH). Niestety padłyśmy ofiarą chińskiej mafii, która porwała nas na granicy. Zostałyśmy zmuszone do prostytucji na chińskiej prowincji. Po 7 latach odłożyłam jednak niewielką sumę pieniędzy. W odpowiednim momencie wymknęłam się na dworzec i wsiadłam w pierwszy autobus. Tak trafiłam do Shenyang.

Już wtedy panowałaś wyjazd do Korei Południowej?

Nie, kompletnie nie wiedziałam co robić. Gdy dojechałam do Shenyang byłam absolutnie zagubiona. Błąkałam się po mieście aż natrafiłam na budynek, do którego po prostu weszłam. Okazało się, że to był kościół.

Wiedziałaś co to kościół? 

Absolutnie nie. Dopiero tu dowiedziałam się, że w Korei Północnej istnieje podziemny kościół. Myślę, że większość ludzi nie ma jednak świadomości jego istnienia. Będąc w Chinach coś popchnęło mnie przy tym budynku by sprawdzić co znajduje się w środku. Niesamowite było to, że spotkałam w nim kobietę, która była odpowiedzialna za pomoc uchodźcom z KRLD. Właśnie przygotowywała wyjazd dla czterech osób do Korei Południowej, ale myślała o jeszcze dwóch. Dzięki niej trafiłam tu.

Wiesz co się dzieje z twoją rodziną?

Nie mam z nimi żadnego kontaktu. Problem w tym, że jestem z Kangwon (prowincja w pobliżu granicy z Koreą Południową przyp. RH) i nawet pośrednikom ciężko jest tam dotrzeć. Oferowałam duże pieniądze, ale nie znalazłam nikogo kto podjąłby się zadania dostarczenia wiadomości.

Będąc w KRLD nie planowałaś ślubu z Koreańczykiem?

Moja pierwsza siostra miała 22, gdy wyszła za mąż, druga – 23. Zazwyczaj w Korei Północnej ślub bierze się pomiędzy 20 a 28 rokiem życia. Do armii jest się wybieranym. To przywilej. W Korei Południowej ludzie będą płacić by nie iść do wojska, ale na Północy jest odwrotnie. Łapówki idą na to by iść do armii! Jeżeli nie idzie się do wojska to ląduje się albo w fabryce, albo na farmie.

Możesz powiedzieć coś więcej o swoim dzieciństwie w KRLD?

W Korei Północnej życie związane jest mocno z państwem i wiele rzeczy jest darmowych np. szpital. Do trzeciego roku życia dzieci przebywają z rodzicami. Potem wysyłane są do specjalnych przedszkoli, gdzie zaczyna się edukacja. Moje przedszkole było ogromne. Było tam z dziesięć tysięcy dzieci! Jedliśmy razem posiłki i uczyliśmy się języka. Każdy dzień zaczynał się od wspólnego pokłonu przed portretem Kim Ir Sena i wypowiadanych wspólnie słów “nasz najwspanialszy ojcze narodu dziękujemy ci”. W chrześcijaństwie to Bóg stworzył świat. W Korei uczono mnie, że Kim Ir Sen stworzył nasze państwo by nas chronić. Wszystko skoncentrowane jest wokół niego. Nie miałam świadomości istnienia innych religii… W KRLD on jest jedynym bogiem. W szkole średniej możemy wybrać różne przedmioty takie jak matematyka lub angielski, ale najważniejszym przedmiotem zawsze będzie historia Kim Ir Sena. Studenci konkurują ze sobą w znajomości życiorysu wodza.

Czy kiedykolwiek nie przyszło ci do głowy, że to może być kłamstwo? Że świat nie kręci się wokół Kim Ir Sena? 

(śmiech i chwila zastanowienia)

Nigdy. Nasza muzyka, filmy i cała sztuka związane są z nim. Cała nasza kultura.

Ale wiedziałaś o istnieniu specjalnych obozów (kor. 관리소), w których trzymani są więźniowie polityczni?

Oczywiście.

To jest coś co mnie zdumiewa. Jak ludzie mogą wierzyć w reżim, który skazuje ludzi na katorgę w łagrze.

W naszym kraju nawet najmniejsza wzmianka o Wodzu może być odebrana jako obraza. Dlatego ludzie nie wymawiają nawet jego imienia. Mówimy po prostu Najwyższy Przywódca (kor. 원수님). My po prostu wierzyliśmy, że osoby, które tam trafiają zasłużyły sobie na to. Trafiali tam ci, którzy obrazili boga. To, że w Korei Południowej można swobodnie wypowiadać się o politykach zdumiewa mnie do dziś.

Wiem, że kino jest bardzo ważną sztuką w waszym kraju. Jaki był twój ulubiony film?

Był taki film Dla jednego momentu (kor. 한 순간 위해, nie mam pojęcia co to za film, nie znalazłem o nim wzmianki w żadnym z moich źródeł przyp. RH), który był bardzo patriotyczny i pięknie zrobiony. Celem filmu było pokazanie, że dla Kim Ir Sena warto poświęcić swoje życie w boju.

W latach 80. swoje filmy kręcił Shin San-ok, reżyser, który najprawdopodobniej został uprowadzony na rozkaz Kim Dzong-ila z Korei Południowej. Oglądałaś jego filmy?

(chwila namysłu)

Nam powiedzieli, że ten reżyser przyjechał do nas w gości, na specjalne zaproszenie Kim Dzong-ila. Chodziliśmy na jego filmy. Był bardzo popularny. Pamiętam jego film o miłości. Pamiętam też jeden o potworze, ale on nieszczególnie mnie zainteresował.

Kto był najbardziej popularnym aktorem w tamtych czasach? 

Oh Mi Ran (znana m.in. z filmu Dzwoneczek, kor. 도라지꽃, północnokoreański wzór piękności przyp. RH). Nawet mieliśmy w domu jej plakat.

Oglądaliście jakieś zagraniczne filmy? 

Tak, przede wszystkim chińskie produkcje. Czasem także stare, rosyjskie kino. Wtedy tylko Chiny i Rosja miał dobre kontakty z nami.

Jak postrzegałaś mieszkańców Korei Południowej przed wyjazdem z KRLD?

Byliśmy karmieni samymi negatywnymi obrazami z Południa. Np. na pewno teraz Pjongjang pokazuje protesty przeciwko prezydent Park. Generalnie mieliśmy poczucie współczucia do mieszkańców Południa i wiarę, że zjednoczenie im pomoże. Rząd zawsze podkreśla uległość Republiki wobec Ameryki. Dlatego nazywamy Koreańczyków z Południa “społeczeństwem wielkich nosów” (kor. 큰코쟁이 , biali ludzie w propagandzie KRLD często pokazywani są w karykaturalny sposób z wielkimi nosami przyp. RH). W KRLD nie myśli się jednak źle o mieszkańcach Korei Południowej. Postrzega się ich jak braci… jako biedniejszych braci.

Mieszkasz od 2005 roku w Korei Południowej i jak rozumiem jesteś chrześcijanką. Co upewniło Cię w tej drodze? Pomoc misjonarzy?

W Chinach był pewien incydent. Tuż przed planowanym wyjazdem zostałam zatrzymana przez policję. Zabrali mnie do komisariatu. Wiedziałam, że jeśli mnie wyślą z powrotem to będzie mój koniec. Moja rodzina i mój niski status z pewnością by mi nie pomogły. Zostałabym zabita. Strasznie się bałam. Zaczęłam się modlić. Co dziwne nie modliłam się o swój ratunek. Modliłam się za starszą kobietę, która był tuż obok mnie i za innych więźniów. Czułam nadchodzącą śmierć. To dziwne, że będąc na progu śmierci poczułam w sobie jakąś obecność, która mnie uspokoiła. Może dlatego modliłam się za innych? Przy tym wszystkim byłam przykuta do kaloryfera, a kajdanki zatrzaskują się bardziej, gdy się nimi rusza. Zraniłam sobie dłoń i przechodzący strażnik to zobaczył. Podszedł do mnie, powiedział “To musi boleć”  i… poluzował kajdanki! Po czym wyszedł. Pomyślałam, że jeżeli wyswobodzę dłoń to przeżyję. Godzinami walczyłam z kajdankami, w jednym miejscu skóra zeszła mi aż do kości, ale w pewnym momencie przestałam już odczuwać ból. Gdy wreszcie uwolniłam dłoń wyjrzałam na korytarz. Strażnik spał! Wyskoczyłam szybko przez okno. Padał deszcz. Przy głównej bramie zostałabym złapana. Podbiegłam do muru, który miał ok. dwóch metrów. Nie wiem jak, ale udało mi się przeskoczyć na drugą stronę. Uciekałam i uciekałam. Miała mnóstwo problemów, ale wróciłam do Shenyang. Wiem, że ta historia jest niesamowita. Mi samej ciężko w nią uwierzyć. Dlaczego jestem chrześcijanką? Wiesz Koreańczycy z Północy nie uwierzą dopóki sami czegoś nie doświadczą.

Na koniec chciałem Cię zapytać jaką opinię masz o obecnym rządzie Korei Północnej?

Kim Dzong-un jest za młody by rządzić krajem! (chwila namysłu) Słyszałam od innego uciekiniera, że Kim Dzong-il umierając rozkazał Kim Dzong-unowi usunąć wszystkie osoby na najwyższych stanowiskach z nim związane. Nie wiem czy uda mu się czy nie. To tylko moja opinia, ale być może zmiana nadejdzie z wewnątrz. Byłoby to też lepsze niż kolejna wojna.

 

Dodaj komentarz