Korea Południowa

O buddyzmie politycznym w Korei z Semem Vermeerschem

Sem Vermeersch jest profesorem nadzwyczajnym w Narodowy Uniwersytet Seulski, gdzie prowadzi wykłady na temat buddyzmu koreańskiego. Jest autorem książki The Power of the Buddhas: The Politics of Buddhism during the Koryo Dynasty (918-1392). i współautorem The smile of Buddha – 1600 years of Buddhist art in Korea. Jego liczne prace można przeczytać za darmo na academia.edu. Spotykam się z nim w jego biurze w Departamencie Religioznawstwa, z pięknym widokiem na Gwanaksan, by porozmawiać o buddyzmie politycznym w Korei.

Dziś wielu obcokrajowców kojarzy buddyzm w Korei poprzez nagrodzony na europejskich festiwalach, film Kim Ki-duka Wiosna, lato, jesień, zima… i wiosna. Paradoksalnie reżyser nie jest jednak buddystą, ale katolikiem. Czy dziś buddyzm jest traktowany jako część dziedzictwa narodowego? 

To bardzo skomplikowany temat. Buddyzm pojawia się w twórczości wielu artystów, co nie znaczy, że mają oni wiedzę na jego temat. Podobnie Im Kwon-taek, który również nie jest buddystą, ale nakręcił Mandalę. Powodem, dla którego Wiosna… nie przypadła mi do gustu, jest to, że film w bardzo powierzchowny sposób opisuje buddyzm. Przypomina to orientalną fantazję. Jakby nakręcił to ktoś z Zachodu. Historia mówi o nieskończonym cyklu, wszystko ciągle się powtarza tak jak w tytule. Może ludzie wyobrażają sobie w ten sposób buddyzm, ale prawdę mówiąc, nie znam ani jednej historii w buddyzmie, która by mówiła coś takiego. Jest śmierć i narodziny, ale to zawsze oznacza coś nowego. Poza tym buddyzm mówi o tym, aby opuścić cykl.

W filmie występuje też silny akcent na odkupienie, który ma charakter bardziej chrześcijański. 

Wydaje mi się, że jest to film chrześcijański ubrany w buddyjskie szaty. Być może film Im Kwon-taeka jest pod tym względem podobny. Reżyser używa buddyzmu, by opowiedzieć nam swoją historię. Mamy silny kontekst „demokratyzacji” w jego kinie. Zarówno w Mandali, jak i w „Come, Come, Come Upward” są ze sobą zestawione dwie postacie. Porządny mnich i mnich łamiący zasady, porządna mniszka i mniszka uciekająca z klasztoru. Zawsze okazuje się, że to ta postać, która odrzuca sztywne klasztorne życie, łamie zasady, udaje się do społeczeństwa, uzyskuje ostatecznie oświecenia. Prawie jakby reżyser mówił, „wiem więcej o buddyzmie niż wy w świątyniach”.

Ale czy to nie pokazuje, że buddyzm jest traktowany jako tradycja, która należy do wszystkich Koreańczyków?

Chyba nie można w ten sposób generalizować. Jeżeli pójdziesz do muzeum, to znajdziesz tam mnóstwo buddyzmu, który jest częścią historii. Jednak jeżeli jesteś chrześcijaninem w Korei, to zazwyczaj masz zero kontaktu z buddyzmem. Dla wielu jest to herezja. Być może dla części społeczeństwa buddyzm faktycznie jest dziedzictwem kulturowym, ale dla większości istnieje tylko w formie posążków w świątyni. Niezmiennie jestem zdumiony, gdy uczę Koreańczyków buddyzmu i zakładam, że z pewnością wiedzą co to sambo (삼보, tzw. Trzy Klejnoty*). Tymczasem nie wiedzą nic. Muszę zaczynać od początku. Oczywiście koreańscy buddyści w Korei próbują przedstawiać buddyzm jako część koreańskiej kultury. To część ich programu. Mówią: „Korea zawsze była buddyjska! Trzeba to podtrzymać”.

Zawsze byłem zaskoczony, gdy rozmawiając z koreańskimi studentami o buddyzmie, słyszałem opinie, które niezwykle przypominały konfucjańską krytykę buddyzmu z dynastii Joeson. 

W przypadku historii, do dziś ciągle słyszy się argument, że buddyzm musiał zostać zastąpiony, ponieważ był zbyt zaangażowany w politykę. Jeden z moich głównych argumentów w książce mówi, że Koryo rozdzielało kwestie religii i polityki. Buddyzm legitymizował władzę, przygotowywał rytuały, jednak nie angażował się w polityczne decyzje, a nawet celowo unikał udzielania królowi porad. Zazwyczaj inni badacze pytają: „A co z Sin Donem**?”. Ten mnich jest jednak wyjątkiem.

Czy nie jest tak, że wiemy o tych wydarzeniach, jedynie ze strony krytyków buddyzmu? 

Faktycznie to konfucjańscy uczeni spisywali życiorysy mnichów. Jednak trzeba zrozumieć, że obie tradycje były w Korei w symbiotycznej relacji niemalże od początku. Buddyzm do Korei trafił przed konfucjanizmem, ale to mnisi sprowadzili do kraju konfucjanizm. Buddyzm trafił do Korei z Chin, nie z Indii. Wraz z buddyzmem do Korei przyszła chińska kultura. Zwróć uwagę, że przyjęło się patrzyć na Koryo czy Silla jako buddyjskie królestwa i oczywiście posiadamy wiele buddyjskich zabytków, które to pokazują. Jednak jeżeli spojrzysz np. na program założycielski Koryo, to buddyzm jest ważny, ale konfucjanizm jest również wspomniany, a także szamanizm i feng shui. Jeden system kontrolował drugi. Chcesz zbudować buddyjską świątynię? Musisz mieć zgodę od znawców feng shui. Różne systemy koegzystowały ze sobą i spierały się nawzajem.

Leave a Reply