...LOKALNIE...

Islam na Podlasiu. Spotkanie z imamem Januszem Aleksandrowiczem

Podczas, gdy w mediach słychać co raz więcej panicznych komentarzy odnośnie islamu, a prawica ostrzega przed szariatem i dżihadem, na Podlasiu od wieków żyje mała grupa polskich muzułmanów – Tatarów. Wraz z studencką bracią pojechaliśmy porozmawiać o religii i tatarskiej kulturze z lokalnym imamem Januszem Aleksandrowiczem.

Choć mniejszość rozsiana jest po całym regionie to wsie Tatarskie są dwie – Kruszyniany i Bohoniki. Obie znajdują się w pobliżu białoruskiej granicy. Nasze spotkanie odbyło się w pierwszej miejscowości, w pięknym, zabytkowym meczecie z XVII wieku, który posiada aż trzy małe minarety.

Świątynia nie przypomina jednak tych z Bliskiego Wschodu, ma swój lokalny, unikatowy charakter. Wnętrze wypełnia przyjemny zapach starego drewna. Rozmowę z imamem rozpoczęliśmy krótką powtórką z historii Tatarów polskich – ich służbie u księcia Witolda podczas słynnej batalii z krzyżakami w 1410, o walce po stronie Królestwa Polskiego przez wieki i o pierwszych nadaniach ziemi Tatarom. Sam Janusz Aleksandrowicz twierdzi, że jego przodkowie otrzymali ziemie w Kruszynianach od Jana III Sobieskiego.

Gdy rozmowa zeszła na bardziej współczesne tematy, imam ze smutkiem przyznał, że w ostatnich latach islamofobia znacząco wzrosła:

– Media żerują na tanich sensacjach, karmią się niezdrowymi emocjami. To tak jak ta historia o Pakistańczyku, co uratował dziewczynkę przed pogryzieniem, a w telewizji powiedzieli „Muzułmanin zabił psa”.

Islamofobia ma też inne oblicza. Rok temu meczet i mizar (muzułmański cmentarz) zostały zdewastowane. Nieznani sprawcy, których do dziś nie złapano, wymalowywali obiekty kultury islamu w świnie, symbol „Polski walczącej”, trupie czaszki i fale.

– To przykład skrajnej niewiedzy. Polska walcząca? Tak przelewaliśmy dla niej krew, większość z nas czuje się Polakami. Dodam, że to nie są działania „narodowców”, jak przedstawiają to niektóre media. Narodowcy byli pierwszymi, którzy przesłali nam kondolencje. Znają historię i zawsze się z nami solidaryzują. Atak na nasz meczet jest przykładem wandalizmu i skrajnych braków w wykształceniu.

Zapytaliśmy też imama o przemoc wobec muzułmanów w internecie.

– Zawsze gdy widzę komentarz o brudasach w Polsce, odpisuję: „On myje nogi pięć razy dziennie, a ty?”. Niestety nienawiść w internecie jest ogromna.

Do dalszej dyskusji dołączył się nieoczekiwanie, goszczący w meczecie, imam Gdańska Hani Hraish. Z pochodzenia arab, mieszka w Polsce od ponad trzydziestu lat. Nie sposób nie było zapytać o tożsamość i zmiany w postrzeganiu przez Tatarów islamu pod wpływem przybyszów ze Wschodu. Imam Janusz Aleksandrowicz nie unikał jednak kontrowersyjnych pytań i zawsze chętnie na wszystko odpowiadał.

– Prawda jest taka, że byliśmy odcięci przez wieki i nasze rozumienie islamu było zniekształcone. Teraz, gdy mamy dostęp do informacji, zaczynamy lepiej rozumieć naszą religię. Problem jest też na poziomie lingwistyki. Poprzedni imamowie zapisywali teksty mieszanką arabskiego, białoruskiego, tatarskiego i rosyjskiego – dziś bardzo ciężko je odczytać, to są tematy na prace doktorskie. W taki sposób prowadził też księgi, imam Stefan Mustafa Jasiński, który dziś ma 104 lata i jest najstarszym muzułmańskim duchownym w Polsce.

Janusz Aleksandrowicz zauważa ożywienie religijne Tatarów w Polsce. Kiedyś meczet był otwierany co piątek, teraz każdego dnia. – z dalszej rozmowy wynikało jednak, że wierni w większej ilości pojawiają się tak naprawdę od święta. Z drugiej strony warto pamiętać, że muzułmanin nie ma nakazu odwiedzania meczetu.

– Dla nas cały świat jest jednym wielkim meczetem – śmiał się Hani Hraish.

Zapytałem gdańskiego imama o podział muzułmanów w Trójmieście.

– To przykra sprawa, jak zwykle chodziło o pieniądze.

Na koniec imam Aleksandrowicz opowiedział nam o kontaktach z białoruskimi Tatarami, których jest kilkakrotnie więcej niż w Polsce (ok. 15 tys.) i o przybywających do nas uciekinierach z Krymu.

– To ciekawa sytuacja ponieważ w Polsce język tatarski zaniknął. Oczywiście staramy się pomagać naszym braciom jak tylko możemy.

 

Po spotkaniu udaliśmy się na zwiedzanie okolicy. Najciekawszy jest cmentarz, ale i sama wioska wiele turystom oferuje: od tatarskiej kuchni, przez zajęcia z łucznictwa i jeździectwo, po hodowlę yorków. Poniżej przedstawiam małą fotorelację z okolicy.

Wizyta w Kruszynianach to świetna okazja do przekonania się, jak Polska potrafi być zróżnicowana. Jest może i turystycznie, orientalnie, ale można otworzyć się na inność i zobaczyć, jak wieloma bzdurami karmią nas mass media. Poza tym to przepiękna okolica.

 

Dodaj komentarz