...LOKALNIE...

Wędrówka szlakiem ekumenicznym Podlasia

W literaturze klasycznej możemy odnaleźć wiele przykładów bohaterów uosabiających strach przed innością. Taką postacią jest Kaliban, syn wiedźmy, protagonista sztuki Szekspira, Burza. Kaliban to dzikus, „inny”, którego trzeba nauczyć ludzkiej mowy i religii. Ostatecznie wszelkie próby “uczłowieczenia” Kalibana okazują się daremne wobec jego nieokiełznanej, zwierzęcej naturze.

Gdy jechałem rowerem przez Szlak Ekumeniczny (w pobliżu białoruskiej granicy) zastanawiałem się nad tym, jak Polska potrafi być zróżnicowana, co wcale tak oczywiste nie jest, gdy mieszka się w Krakowie. Wyruszając z grupką znajomych od strony Kruszynian, najpierw minęliśmy meczet, dumę mieszkającej w wiosce tatarskiej społeczności. Kolejna była cerkiew z dużą charakterystyczną, cebulastą kopułą.

Dalej, w lesie, zatrzymaliśmy się przy kapliczce św. Eustachego Rzymskiego, patrona lasów i leśników. Miał żyć gdzieś na przełomie I i II wieku. Przyjął wiarę w Chrystusa po cudzie, którego doświadczył podczas polowania. Św. Eustachy odmówił złożenia ofiary pogańskiemu bożku, za co został skazany przez cesarza Hadriana na śmierć.

Na wzniesieniu, z którego rozpościerał się piękny widok na ozierańskie jezioro, ustawiono trzy symbole religii Podlasia: krzyż katolicki i prawosławny, a także muzułmański półksiężyc wyryty na kamieniu.Twórcy szlaku, rozumieli ekumenizm raczej nie jako przywrócenia pierwotnej jedności pomiędzy rozlicznymi wyznaniami chrześcijańskim, a jedności Podlasia i to poprzez różnorodność. Paradoks? Chyba nie dla mieszkańców regionu. Na środku wzniesienia stał duży głaz, przypuszczalnie ołtarz, na którym w świetle zachodzącego słońca odbijała się flaszka wódki. Kilku miejscowych raczyło się wesoło trunkiem spoglądając na uganiające się po jeziorze czaple.

– Widzę, że Panowie ekumenicznie spędzają wolny czas – zagadałem, spoglądając na butelkę. Odpowiedział mi wesoły rechot.

– Zawsze ekumenicznie! – po czym mężczyzna dodał: – Dobra Jasiu, jeszcze jeden i jedziemy. Panowie dopili po kieliszku, wsiedli w samochód i odjechali. O ciszy jednak nie było mowy. Zewsząd rozlegał się rechot żab, śpiew ptaków… Grała nam cała leśna orkiestra. Z tablicy informacyjnej wyczytałem, że symbole religijne wzniesiono tu z inicjatywy samych leśników, reprezentujących inne wyznania. Piękna oddolna inicjatywa wspierająca dialog, przy czym ekumenizm, rozumiałbym niekoniecznie jako zatarcie granic pomiędzy religiami (co byłoby możliwe, ale kosztem ich zubożenia), a raczej jako wzrastanie w szacunku do „innego”.

Takie rozumienie ciekawie wybrzmiewa też, biorąc pod uwagę obecnością na Szlaku Ekumenicznym „starych bóstw”. Na jednej polanie stoi „Lasowid” (inna nazwa na Światowida), a w innym zagajniku spotkamy Dziewannę (słowiańska Artemida). Bóstwa zapomniane dziś powracają, reprezentując całą rzeszę „innych” poglądów na rzeczywistość.

Figura Kalibana nie zniknęła (dehumanizowanie Cyganów i opluwanie wyznawców islamu w Internecie są tego najlepszym przykładem), ale tego typu miejsca jak Szlak Ekumeniczny mają swoją siłę proponowania odrębnej wizji świata. To my możemy się od „innego” uczyć mowy, a i on może podłapać kilka słówek od nas. To, że uczymy się innych języków, nie oznacza przecież, że zapominamy o własnym.

 

2 myśli na temat “Wędrówka szlakiem ekumenicznym Podlasia”

  1. Ciekawy, inspirujący artykuł. Dobrze wiedzieć, że istnieją miejsca, gdzie żyje idea ekumenizmu. Szczególnie interesujące, że pojawiły się tam także posągi bóstw słowiańskich. Plus też za fotografię kapliczki Eustachego. Przepiękne, klimatyczne zdjęcie. 🙂

Dodaj komentarz