Korea Południowa

Myśląc o wielkim smutku. Recenzja filmu Sado

Tekst ukazał się w magazynie Ekrany (1/2017)

Losy konfucjańskiej dynastii Joseon od wielu lat stanowią inspirację dla koreańskiego kina. Ekranizacja historii księcia Jangheon, który został skazany przez ojca na śmierć głodową po przez uwięzienie w skrzyni na ryż, była tylko kwestią czasu. Jej realizacji podjął się jeden ze współczesnych mistrzów sageuk (koreańskiego filmu historycznego), Lee Jun-ik.

W swojej twórczości, niczym średniowieczni kronikarze, wykorzystuje historię by wypowiedzieć się o współczesności. W głośnym obrazie Król i błazen (2005) reżyser ujawniał obecne w kulturze koreańskiej wątki transseksualne, a zaledwie rok przed premierą filmu rządowy Komitet Ochrony Młodzieży usunął homoseksualizm z listy czynności określanych jako „nieprzyzwoite i szkodliwe”. Z kolei najnowszy Dong-joo (2016) jest komentarzem do wciąż żywego konfliktu pomiędzy Koreą a Japonią. W Sado, koreańskim kandydacie do Oscara w 2015 roku, Lee Jun-ik mierzy się z tematem ojcostwa i rolą konfucjańskich wartości w koreańskim społeczeństwie.

Widz obserwuje zmagania młodego księcia (w tej roli znany z młodzieżowych dramatów Yoo Ah In), który bezskutecznie próbuje usatysfakcjonować surowego ojca (rewelacyjna kreacja Song Kang-ho), nie dając sobie rady w świecie sztywnych konfucjańskich ram. Jangheon niczym w antycznej tragedii staje przed niemożliwym do rozwiązania wyborem, a jego ucieczka z pałacu i szaleństwo wydają się w pełni zrozumiałe. Wraz z rozwojem fabuły obserwujemy rosnącą przepaść pomiędzy dwom postaciami, które stają się alegoriami dwóch archetypicznych figur w kulturze koreańskiej – konfucjańskiego uczonego i szamana.

Konflikt pomiędzy chłodnym racjonalizmem chińskiej filozofii a emocjonalnym, zakorzenionym w naturze światem rdzennych wierzeń koreańskich sięga tysiąca lat. W zsekularyzowanej wersji objawia się i w dzisiejszej Korei. Młodzi ludzie coraz częściej krytykują „brak współczucia” u swoich ojców, bezlitosną hierarchię społeczną i skostniały system edukacji, opierający się głównie na uczeniu na pamięć.

Sado zaskakuje jednak swoją apologetyką konfucjańskich wartości i zamiast odrzucenia postuluje obranie drogi środka. Syn Jangheona łączy postawy reprezentowane przez ojca i dziadka. Stara się zachować tradycyjne nauki, ale potrafi również kierować się sercem. Być może lepiej niż dziadek rozumie nauki konfucjańskie, które głoszą, że człowiek z natury jest dobry i skłonny do pomocy słabszym. Sceny z nim należą do najbardziej poruszających w filmie i skłaniają do refleksji: w jakim zakresie dziś na bazie starego może powstawać nowe?

Również postać okrutnego króla nie jest jednoznaczna. To sofoklesowski Kreon, który stawia prawa przodków ponad życie swoich bliskich. Okrutna kara za nieposłuszeństwo księcia jest również owocem hipokryzji – król nie chce by w pałacu polała się szlachetna krew. Do konfucjańskich zasad podchodzi pragmatycznie uważając, że choć są wymagające, to przynoszą więcej dobra i „ocalą królestwo” – jest to argumentacja bliska współczesnej konserwatywnej scenie politycznej w Korei. Tragizm władcy ujawnia się po dokonaniu wyroku. Sado Seja oznacza „Myślący o wielkim smutku”, to pośmiertnie nadane Jangheonowi imię przez jego ojca.

„Wdowiec zna żal wdowy” mówi koreańskie przysłowie, które mogłoby być mottem tamtejszego extreme cinema. W Sado natężenie bólu i skrajnych emocji może prowadzić tylko do katharsis. Atmosferę greckiej tragedii podkreśla nie tylko trzech protagonistów połączonych więzami rodzinnymi, ale również chór w postaci konfucjańskich uczonych. Próby przełożenia klasycznie europejskiej narracji teatralnej na grunt koreański słusznie przywołuje skojarzenia z twórczością Akiry Kurosawy. Konotacje z japońskim mistrzem przywołuje również plastyczna wartość obrazu, którą podkreśla gra świateł i kontrasty. Skrupulatna praca kamery skupia uwagę na detalach, które w oszczędny sposób oddają klimat epoki oraz tworzą niuanse między postaciami, jednocześnie nie odnosi się wrażenia nadmiernej estetyzacji.

Okcydentalne inspiracje klasyką teatru w dziele Lekko zaburzona chronologia wydarzeń, tradycyjna narracja filmowa gra z uczuciami widzów i rozbudowuje portrety bohaterów. Dzieło Lee Jun-ik słusznie przywołuje skojarzenia z klasyczną twórczością Akiry Kurosawy.

Koreański przyjaciel powiedział mi, że dla młodych mieszkańców Seulu, Sado to dzieło przełomowe. Niespełnione oczekiwania wobec rodziców wciąż doprowadzają do tragedii – Korea mierzy się z jednym z najwyższych odsetkiem samobójstw wśród młodych ludzi. Kontekst narodowy nie powinien jednak przesłonić siły obrazu historiografa z kraju Spokojnego Poranka. W końcu już antyczni pisarze zdawali sobie sprawę z uniwersalności konfliktu pomiędzy rodzicami a dziećmi. Pomiędzy starym a nowym.

 

Dodaj komentarz