Korea Południowa

O kulturze, polityce i sytuacji osób LGBT w Polsce i w Korei. Rozmowa z koreańskim aktywistą

Mojego rozmówcę, Koreańczyka, pod pseudonimem J., poznałem jeszcze w Polsce. Trzy lata studiował kulturoznawstwo w Krakowie, a obecnie pracuje dla koreańskiej instytucji państwowej. J. należy do grona moich najbliższych koreańskich przyjaciół. Zgodził się opowiedzieć o swoim doświadczeniu oraz o aktywizmie na rzecz osób LGBT w obu krajach.

Napis głosi „Niech odejdzie wstręt, niech przyjdzie równość!” Żródło: http://m.news.zum.com/articles/52849214

W 2014 roku Park Won-soon ówczesny burmistrz Seoul, w wywiadzie dla The San Francisco Examiner wyraził nadzieję, że Korea stanie się pierwszym krajem azjatyckim, który zalegalizuje małżeństwa osób tej samej płci. Tymczasem to Tajwan rok temu uprzedził Koreę w tej kwestii. Dlaczego?

Pamiętam, że wraz z innymi aktywistami walczącymi o prawa osób LGBT, namawialiśmy do głosowania na Park Won-soon, który był bardzo progresywny. Mieliśmy nadzieję, że będzie wspierał naszą społeczność. Niestety po wygranej burmistrz okazał się dużym rozczarowaniem. Osobiście cieszę się bardzo z Tajwanu, choć było to zaskoczenie. Myślałem, że Korea lub Japonia będzie pierwsza.

Czy to nie jest dowód na to, że społeczeństwo koreańskie jest wciąż jednak bardzo konserwatywne pod tym względem? Pamiętam, że przed wyborami prezydenckimi w 2017 roku Moon Jae-in w debacie z Hong Jun-pyo również powiedział, że jest przeciwny liberalizacji. Analitycy argumentowali, że inaczej mógłby zrazić do siebie dużą część wyborców

Moon Jae-in, jako prawnik, specjalizuje się w ochronie praw człowieka. Myślę, że szczerze chce pomóc ludziom, ale masz rację. Gdyby w tej debacie tak nie zareagował, pewnie straciłby część głosów. Mimo wszystko, to rozczarowujące, że polityczne cele są dla niego ważniejsze niż prawa człowieka. To jednak tym bardziej pokazuje, że najpierw musimy zmienić nastawienie ludzi. I to się dzieje. Na przestrzeni lat sytuacja bardzo się poprawiła.

Być może proces ten dobrze obrazuje przypadek Hong Seok-cheona, który w 2000 roku jako pierwszy celebryta i aktor telewizyjny dokonał głośnego coming outu. W efekcie spotkał go totalny ostracyzm i przez trzy lata pozbawiony był pracy. Jedak obecnie świetnie sobie radzi, a jego sieć restauracji (zobacz np. My Sweet) jest bardzo popularna 

Bardzo dobrze widać to na przykładzie Koreańskiego Festiwalu Kultury Queer, w którego organizację byłem zaangażowany. Jeszcze dziesięć lat temu podczas marszów większość uczestników czuła się bardzo niekomfortowo. Bali się pokazać publicznie. Wielu zasłaniało twarz lub zakładało ciemne okulary. Rozdawano przypinki z napisem „zakaz robienia zdjęć”. Dziś to powoli się zmienia i uczestnicy czują się dużo bezpieczniej. Atmosfera jest bardziej otwarta. Festiwal urósł i jest nieodłączną częścią w kalendarzu wydarzeń. Gigantyczną przemianę widać w postawie młodych i w Internecie. Kiedyś nie dało się czytać komentarzy pod inicjatywami związanymi z LGBT. Były tak brutalne i agresywne. Dziś hejt należy do mniejszości. Mamy też wielu homoseksualnych Youtuberów, którzy opowiadają o swoim życiu online. Coś, co byłoby nie do pomyślenia jeszcze dziesięć lat temu.

Byłeś też kilkukrotnie wolontariuszem Korea Queer Film Festival. Jak na przestrzeni lat zmieniła się percepcja osób LGBT w kinie?

Aż do 1998 roku w kinie nie można było pokazywać związków homoseksualnych. Dziś jest co raz więcej filmów, nie tylko niszowych czy awangardowych, które mówią o tym wprost. Przełomowym filmem był Mężczyzna króla (angielski tytuł to King and the clown, r. Jun-ik Lee) z 2005 roku. Głośna była komedia Dwa wesela, jeden pogrzeb (r. Kim Jho Kwang-soo, 2012). Dziś jako społeczność nie możemy narzekać. Pomyśl o nagrodzonej w Cannes Służącej (r. Park Chan-wook, 2016)?

Mieszkałeś przez trzy lata w Polsce. Uczestniczyłeś w różnych aktywnościach dla osób LGBT w naszym kraju. Z perspektywy prawnej Korea i Polska wydają się podobne. Co cię zaskoczyło?

Estetyka k-popu sprawia, że wiele osób w Polsce myśli, że niektóre boys bandy są homoseksualnymi zespołami! To nieporozumienie. Standardy urody są diametralnie różne. W Korei i w Polsce, gdy wpiszę w wyszukiwarkę „piękny mężczyzna”, to wyskoczą mi zupełne inne zdjęcia. Najbardziej uderzająca różnica dotyczy kwestii rodzinnych. W Polsce wiele osób, z którymi rozmawiałem, próbuje znaleźć akceptację u swoich bliskich i coraz częściej to się udaje. W Korei to wciąż często jest „no go zone”. Większość osób, które znam i które walczą o prawa osób LGBT, ukrywa przed rodzinami swoją prawdziwą tożsamość. W przeciwieństwie do Polski nie mamy też wciąż żadnych transseksualnych lub homoseksualnych polityków.

Co z przemocą fizyczną? Jak wiesz w zeszłym roku doszło do pobić na marszu LGBT w Białymstoku

W Korei generalnie przemoc fizyczna należy do rzadkości. Nie tylko w stosunku do osób LGBT. W tej kwestii jest u nas lepiej. Natomiast z punktu widzenia prawnego, też nie jest już źle. Gdyby pracodawca próbował wyrzucić mnie z powodu mojej orientacji, spotkałby się z konsekwencjami. Są grupy, które bronią nas prawnie. I w Polsce, i w Korei. Wydaje mi się, że w Polsce nie jest tak źle, jak czasami słyszę od Polaków. Bardzo dobrze wspominam mój czas w waszym kraju! Jednak z drugiej strony, jestem świadomy, że jako obcokrajowiec jestem traktowany na specjalnych zasadach. Jako gość.

W czym jeszcze różni się kultura LGBT w obu krajach?

Oczywiście w Korei wszystko jest na dużo większą skalę. W Seulu są całe enklawy zadedykowane LGBT np. tzw. Homo Hill w Itaewon lub okolice Jongno. Można znaleźć kluby, restauracje, kawiarnie… Koreański Festiwal Kultury Queer jest również bardzo dużym wydarzeniem. Polska ma małą scenę LGBT, ale próbuje się ją rozszerzyć na mniejsze miasta. Przykładem były marsze w zeszłym roku. W Korei różnica pomiędzy prowincją a stolicą jest większa.

Nie da się ukryć, że głośnym przeciwnikiem praw LGBT w Korei są pewne chrześcijańskie grupy religijne. Niektórzy mówią, że gdyby Korea była bardziej buddyjska, to byłaby też bardziej liberalna. To jednak powierzchowne założenie. W buddyjskiej Birmie czy Sri Lance wciąż przynajmniej prawnie, homoseksualistom grozi wieloletnie więzienie. Z kolei zaskoczył mnie poziom tolerancji katolickich Filipin.

To trudne pytanie. Nie chciałby brzmieć za bardzo jak Foucault, ale wszystko sprowadza się do rządzących. W Korei wciąż żywy jest etos konfucjański, który przynajmniej w sferze publicznej, postuluje pewien ideał, który jest wykluczający. Oczywiście pewne protestanckie grupy, kopiując moralność fundamentalistów z Ameryki, są bardzo nam przeciwne. Często protestują podczas Koreańskiego Festiwalu Kultury Queer. Są jednak też tacy pastorzy, choć wciąż w mniejszości, którzy wprost nas popierają np. dr. Song Jin-Sun. Tacy chrześcijanie mówią „Bóg nie wyklucza nikogo” lub „Chrystus jest zawsze wśród prześladowanych”.

Niektórzy badacze wskazują, że sytuacja homoseksualistów była lepsza w przeszłości. Są też tacy, którzy doszukują się wątków homoseksualnych u elit Goryeo lub wśród członków elitarnych oddziałów Hwarang, bojowej siły królestwa Silla. Potem nadszedł neokonfucjanizm z bardzo silnym rodzinnym etosem.

Oczywiście homoseksualizm istniał zawsze. To są ciekawe, ale trudne pytania dla historyków. Generalnie poziom życia ludzi żyjących wtedy był nieporównywalnie gorszy. Ciężko o proste porównania. Z pewnością konfucjanizm odegrał negatywną rolę. Wierzę, że z czasem nastawienie społeczeństwa się zmieni. Wpłynie to na polityków, kościoły… Chodzi o pracę u podstaw.

Na gruncie socjologii istnieją badania, które pokazują związek pomiędzy kulturą militarną a wzrostem nietolerancji wobec osób LGBT.

Niedawno była głośna historia Byun Hui-su, która po przejściu operacji zmiany płci w Tajlandii, została wyrzucona z wojska. Jednak sytuacja z armią jest skomplikowana i różne osoby mają różne doświadczenia. Dla mnie to nie był zły czas, ale nie ujawniłem nikomu swojej orientacji. Osoby homoseksualne potrafią jednak szybko wyczuć „kto-jest-kto”. Znam takich, co mieli w armii romans! (śmiech)

Dodaj komentarz