Korea Południowa

Wszystkie dary morza na Noryangjin Susan Sijang

Jak wygląda codzienne życie studenta w Korei Południowej? Co warto zobaczyć w azjatyckim metropolis? Czy w dobie Internetu można jeszcze przeżyć szok kulturowy?  Co czwartek serwuję moje wrażenia i przemyślenia z Seulu. Uwaga, kuchnia koreańska bywa pikantna!

Choć największy targ rybny w Korei znajduje się w Busan, stołeczny odpowiednik nie ustępuje mu różnorodnością oferowanych owoców morza. Noryangjin Susan Sijang (노량진 수산시장), czyli dosłownie targ rybny na Noryangjin, dostarcza wielu wrażeń i to nie tylko kulinarnych!

Samo obserwowanie najróżniejszych, potencjalnych przysmaków może przyprawić o zawrót głowy: ślimaki morskie, kraby, małże, krewetki, tuńczyki, mieczniki itd.. Wszystko w wariacjach minimum i maksimum. Jest tu słynący ze smrodu hongeo (홍어) i gaebul (개불), czyli ryba-penis, której zdjęcie nie przystoi publikować na blogu o popularnonaukowym charakterze. 😉

Na targu można też spróbować słynną rybę bogeo (복어), czyli japońską fugu. Specjał znany z tego, że jest trujący, dopóki sprawny kucharz nie przyrządzi go w odpowiedni sposób. Różnica pomiędzy Koreą i Japonią uwidacznia się w sposobie przyrządzenia ryby, jak i w cenie. W Korei zupa bokguk (복국) na dwie osoby, w zależności od restauracji, kosztuje ok. 15 000 KRW (ok. 15 USD).

Praktycznie wszystko możemy zjeść na miejscu, ponieważ większość stoisk posiada niewielki stolik i krzesełka. Jeśli jednak nie chcemy jeść ryby na surowo (tak, tak, praktycznie wszystko co jest na targu Koreańczycy jedzą w wersji raw) to możemy pójść na piętro, gdzie znajduje się wiele, specjalizujących się w darach morza, restauracji. Warto pamiętać, że wiele restauracji znajduje się też poza samym Susan Sijang, po drugiej stronie stacji metra. To właśnie tam zabrali mnie moi koreańscy znajomi.

Sannakji (산낙지), czyli „żywa” ośmiornica, była przystawką. Nie znaczy to, że jedliśmy ośmiornicę w taki sposób, jak główny bohater słynnego filmu Park Chang Wooka. Pokrojone zwierzę wije się, ucieka z talerza i przylepia do podniebienia. Za radą Koreańczyków, polecam dobrze gryźć, bo choć początkowo wydaje się być bez smaku, to po chwili żucia nabiera walorów. Oczywiście, jeśli komuś wciąż brakuje wrażeń to można jeść ośmiornice i w ten sposób.

To jednak nie sannakji mnie przerosło, lecz krewetki, które zostały nam zaserwowane żywe w zafoliowanej misce. I co my mieliśmy z tym zrobić? Nawet moi Koreańscy znajomi byli w szoku. Poprosiliśmy ajumme o demonstrację. Dziarska babcia jednym ruchem pozbawiła krewetkę głowy i zaczęła ją „obierać” na naszych oczach. To było dla nas za dużo i dekapitację pozostałych zwierzątek pozostawiliśmy kobiecie. Okazały się całkiem znośne w smaku.

Jednak prawdziwą ucztą okazały się: ostra zupa rybna maeuntang (매운탕) i klasyczna surowa ryba hoe (회). Z pewnością Noryangjin Susan Sijang nie jest miejscem na jednorazową wizytę i wiele smaków jeszcze przede mną. Choć nie jestem pewien czy na wszystkie jestem gotowy…

 

Leave a Reply