Korea Południowa

Jeonju – kulinarna stolica Korei

To wpis pandemiczny.

Wpis, który powstał jako wyraz tęsknoty za barwnymi daniami kuchni koreańskiej. Także jako wyraz melancholii po kilku miesiącach siedzenia w domu z brakiem perspektywy „na lepsze”. Ciężko planować jakikolwiek wyjazd, gdy problemem jest bezpieczne zorganizowanie Wigilii z najbliższymi.

Jeonju reklamowane jest jako kulinarna stolica Korei. To tutaj miał narodzić się bibimbap, choć uczciwie trzeba przyznać, że sprawa jest dyskusyjna i jeszcze parę miast twierdzi, że „to u nas”. Niemniej jednak Jeonju kulinarnie zachwyca. W Północnej Jeolla wciąż żywa jest tradycja „dzikiej kuchni”, a i sam region jest dość rolniczy, więc różnorodność i jakość banchanów (tradycyjnych, koreańskich przystawek) przyprawia o zawrót głowy. Ceny również są dużo bardziej przyjazne niż w Seulu.

Z góry ostrzegam, że w większości tych miejsc przyda się, choć podstawowa znajomość języka koreańskiego. Większość zlokalizowana jest w okolicach uniwersytetu Chonbuk, ponieważ tam mieszkaliśmy. Jeżeli chodzi o przedział cenowy to są tutaj zarówno restaurację „na okazję”, jak i zwykłe knajpki na lunch. Załączyliśmy lokalizacje KaKao Maps pod każdą nazwą, więc znalezienie opisywanych miejsc nie powinno stanowić problemu.

1. Jayu Sigdang – restauracyjka przy starożytnej bramie

Jedyna restauracja na naszej liście, które znajduje się w turystycznej wiosce hanok. Na 99,99% przeszlibyście obok tego miejsca nawet nie zwracając na niego uwagę. Błąd. Duży błąd. Za 5 000 wonów* dostaniecie unikatowe banchany i autentyczny klimat. To tutaj po raz pierwszy spróbowaliśmy cheonggukjang (청국장), czyli zupy z silnie sfermentowanej soi. Zdania na jej temat są skrajnie różne, ale jedno jest pewne – lepiej skupić się na smaku niż zapachu. 😉

2. Jamabon – Knajpa w opuszczonym centrum handlowym

Ok, schodzimy do kulinarnego podziemia Jeonju, choć znajduje się ono bliżej nieba. Jambon to knajpa w na wpół wymarłym centrum handlowym. Na parterze znajduje się jeszcze parę sennych lokali, które rozpaczliwie walczą o przetrwanie. Ruchome schody zostały wyłączone z braku klientów, a na 6. piętro, na którym znajduje się nasza „perełka”, można dojechać tylko windą. Następnie musicie przejść przez sklep z akcesoriami do domu pomiędzy stosami poduszek, kołder i koców, a następnie miseczek, kubeczków i mydelniczek. Na końcu korytarza jest parę knajp, ale Was interesuje ta ostatnia,  najbardziej po lewej stronie. W restauracji nie spotkacie pięknych Koreańczyków z k-dram, ale roześmiane ajummy na przerwie obiadowej, a przez cały rok wiszą w niej świąteczne, lekko przykurzone ozdoby. Będziecie mogli zjeść za to swojski makaron z warzywami japchae (잡채), sycący, podawany na zimno sojowy wywar z makaronem kong-guksu (콩국수), rozgrzewający porige z czarnego sezamu heugimja-juk (흑임자죽) czy poige z dyni hobak-juk (호박죽), a także absolutnie najlepszy sojowy gulasz doenjang jjigaeta, jaki jedliśmy. Pełen grzybów shiitake i enoki, delikatnego tofu i smakowitych skorupiaków. W skrócie – klasyki domowej kuchni koreańskiej, które może nie są towarem eksportowym, ale powodują ciepło na brzuszku i sercu każdego mieszkańca Półwyspu Koreańskiego. Wy też poczujecie się jak po obiedzie u babci.

3. Gamroheon – raj dla wegetarian i miłośników medycyny orientalnej

Restauracje poleciła nam nasza przyjaciółka Valerie, za co będziemy jej dozgonnie wdzięczni. Valerie jest nieoficjalną ambasadorką tego miejsca, bo przyprowadza tam wszystkich znajomych. To właśnie dzięki niej możecie poprosić również o wersję dla wegetarian, a nawet wegan. Nie jest to miejsce tanie, ale warte swej ceny. Właścicielka parę lat temu rzuciła korpo i założyła restaurację, której przyświeca idea, że jedzenie jest lekarstwem. Znajdziecie tutaj tylko lokalne i sezonowe składniki, więc ten sam set będzie się różnić w zależności do tego czy przyjdziecie w kwietniu, czy październiku. Możecie być również pewni, że traficie tutaj na unikatowe smaki. Tu próbowaliśmy żeń-szenia syberyjskiego (가시오갈피), tempurę z piołunu (쑥튀김), galaretkę z fasoli mung (황포묵), grzyby shitake w sosie z pachnotki (버섯들깨볶음) czy marynowane łodygi czosnku (마늘장아찌). Do popicia dunggulle (둥굴레), wywar z korzeni kokoryczki.

4. Loving Hut – vegański bufet

Wegetarianie i weganie nie mają łatwo w Korei, choć sytuacja ostatnio znacznie się poprawiła (więcej przeczytasz TUTAJ). Loving Hut to w zasadzie sieć wegańskich restauracji rozrzucona po całym świecie, ale właściciel franczyzy pozwala na bardzo dużą swobodę. Knajpka jest w stylu szwedzkiego stołu, dodatkowo sam możesz nakładać sobie porcje na talerz i masz nieograniczony dostęp do dokładek. Jedzenie jest wykonywane na bieżąco, więc wszystko jest ciepła i świeże. Regularnie pojawiają się unikalne dania, jak sałatka z panierowanego tasznika (냉이튀김), białe uszaki (흰목이버섯), różne rodzaje seitana (밀고기) czy przyprawiony seler chiński minari-muchim (미나리무침). Właścicielka mówi trochę po angielsku i jest niezwykle sympatyczną, ciepłą osobą. „Jesz-ile-chcesz” za 9 000 wonów.

5. Somong – łosoś i no-face

Restauracja w europejsko-japońskim stylu, a przez to z wyższej półki cenowej, która specjalizuje się w daniach z łososiem. Możemy jednak zapewnić, że łosoś będzie tak świeży, że aż słodki!

 

6. Menyakei bonjeom – koreańska ramenownia

Kolejny klasyk, ale ciężko odmówić sobie miski ciepłego, japońskiego (ciiiii!) rosołku. Prawdę mówiąc, wielokrotnie przechodziliśmy obok tego miejsca, ale wydawało nam się opuszczone. Dopiero znajomy polecił nam to miejsce. Pierwsze wrażenie może być klaustrofobiczne, ponieważ lokal jest maciupeńki. Usiąść można tylko przy ladzie, ale za to możesz przyglądać się procesowi tworzenia tego małego arcydzieła. Chłopaki serwują absolutnie najgęstszy, najbardziej aromatyczny wywar, jaki może być. Do tego idealne, półpłynne jajko i trzy plasterki mięska. Właściciel zdradził, że po protestach przeciw Japonii nie puszcza japońskiej muzyki, by nie wkurzać klienteli.

7. DoDo Punsik – pyszny koreański fast food

Popularne miejsce wśród studentów uniwersytety Chonbuk. Świetny koreański fast-food. Nie żałują składników do kimbapu. Ich tteokbokki nie są zabójczo ostre, a przy tym obłędnie miękkie i smaczne. Połącznie idealne.

PS. Nie zapomnij domówić sobie jajka w tempurze za 1 000 wonów.

8. Hanguggwan bonjeom – legendarny bibimbap

Tą restaurację polecił nam koreański znajomy. Ponoć na tutejszy bibimbap przyjeżdżają wycieczki z innych miast. Jestem skłonna w to uwierzyć, ponieważ a) jest pysznie b) faktycznie przed budynkiem parę razy widziałam zaparkowane autobusy.

9. Hasugyeonggamasotbibimbab – rodzinny bibimbap

Kolejne miejsce specjalizujące się w „mieszanym ryżu” czyli bibimbapie. Wszystkie produktu są domowej roboty. Okna wyłożone są egzotycznymi nalewkami (w tym jedną na bazie gniazda szerszenia tzw. nobongbangju, 노봉방주). W godzinach lunchu do restauracji nie da się wejść z powodu kolejki. Drogo (min. 15$ od osoby), ale warto.

10. Bujasjib – leczniczy rosół

Bujasjib ratował nas zimą, gdy czuliśmy, że bierze nas przeziębienie, a pociąganie nosem czy kaszel stało się wysoce społecznie nieakceptowalne. Hanbangbaegsuk (한방백숙), to rzadsze danie z kurczaka niż popularny samgye-tang. Właściciel zdradził mi, że kura gotowana jest według zaleceń medycyny orientalnej m.in w kolczastych łodygach drzewa kolopanox (엄나무), szypułek drzewa rodzynkowego (헛개), jujubie (대추) i korzeniu dzwonkowca (더덕).  Złocisty kurczak spokojnie nasyci dwie wygłodniałe osoby. Przy tam restauracja sama w sobie jest bardzo klimatyczna. Wasze oczekiwania na półmisek z gotującym się kurczakiem umili lokalna, koreańska telewizja, w której praktycznie cały czas trwa jakiś konkurs piosenki z rezolutnymi, choć niekoniecznie utalentowanymi muzycznie Koreańczykami. Cóż, śpiewać każdy może…

11. Taepyeongjib – najlepsze bibimsoba w Korei

Zgodnie z Romkiem stwierdziliśmy, że gdybyśmy mogli przenieść jedną restaurację z Jeonju prosto do Krakowa to byłaby to właśnie Taepyeongjib. Rodzinna restauracja, która w godzinach obiadowych wypełniała się Ciężko właściwie powiedzieć dlaczego, bo soba (gryczany makaron) z dodatkiem siekanej kapusty, nori i gochujang, nie brzmi jak ukoronowanie koreańskiej kuchni. Sprawdza się jednak zasada, że im prościej, tym lepiej, a o jakości dania nie świadczy ilość czy wyrafinowanie składników, a ich jakość. W X makaron wyrabiany jest na miejscu, kapusta i ogórek zawsze świeżo chrupią, nori nie jest przesolone, a gochujang przypomina, że żyjesz!

Ten wpis uświadomił nam jak bardzo tęsknimy za Jeonju. <3

*1000 wonów = 1 dolar

Leave a Reply