Z EUROPY

Małe a cieszy. Luksemburg

– Musicie zrozumieć, że w Luksemburgu nie ma nic za darmo. Kiedyś się łudziłem. Jak zaczynałem pracę kilka lat temu, wydawało mi się, że znalazłem darmowe miejsce do parkowania. Okazało się, że stawałem na miejscu dla niepełnosprawnych. Tu NIC nie jest za darmo. W tym kraju nikt nie ma skrupułów – takimi komentarzami raczył nas pewien Grek, który zgarnął mnie i Mateusza, gdy łapaliśmy stopa w kierunku stolicy małego kraju. Codziennie razem z ponad 160 tysięcy osobami, przekracza granicę Luksemburgu jadąc do pracy. Mało tego, w kraju tym emigranci stanowią prawie 40% całej populacji kraju.

– Urodzić się w Luksemburgu to jak wygrać w loterii. Aby wybudować dom na terenie tego państwa potrzeba milionów, nawet wynajem mieszkania jest drogi. Dlatego mam dom poza granicami Luksemburgu, w tańszej Belgii – kontynuował Grek, podczas gdy my obserwowaliśmy widoki za oknem, szukając jakiś oznak bogactwa. Choć nie dostrzegaliśmy nic szczególnego.

Takie tam z centrum.
Fot. Mateusz Jonczyk

Według badań „International Monetary Fund” Luksemburg zajmuje pierwsze miejsce w światowym rankingu na najwyższe PKB per capita. W podobnych badaniach prowadzonych przez inne stowarzyszenia czasem znajdzie się poniżej Kataru lub Liechtesteinu.  Minimalna płaca w tym kraju jest najwyższa w Europie (druga na świecie za Australia) i na rok 2013 wynosiła 1,875 €! Mijając małe, zadbane wioski i pastwiska, zastanawiałem się gdzie są te pieniądze. Okazało się, że większość znajduje się w stolicy kraju.

Zwracam uwagę na jamnika wychylającego łeb z balkonu
Fot. Roman Husarski

Niezwykle uporządkowane miasto Luksemburg wydaje się być cały czas w biegu. Podczas spaceru przez centrum mijały nas chińskie wycieczki i panowie w garniturach. Gdy poprosiłem o gorącą wodę w jednej restauracji (na zupkę chińską), barmanka nie kryła skrzywienia na twarzy. To miasto biznesu i sukcesu, a nie miejsce dla polskich trampów.

Widok z tradycyjnej dzielnicy na tą nowoczesną.
Fot. Roman Husarski

Stolica Luksemburgu jest bardzo pięknie usytuowana na wzgórzach, połączonych pięknymi mostami. W małych dolinach widać tradycyjne dzielnice z charakterystycznymi kościołami. Już na obrzeżach znajdziemy eleganckie bloki lub dzielnice wieżowców. Tradycja architektura i nowoczesność zostały tu w inteligenty sposób rozmieszczone.

Władcy Luksemburga zawsze mierzyli wysoko. W 963 roku Hrabia Zygfryd kupił od Benedyktynów mały zamek i szybko rozpoczął politykę ekspansji. Kolejni władcy sięgnęli po niemiecką koronę i w mniejszym lub większym stopniu, rozszerzali swoją władzę przez kolejne 500 lat.  Warto wspomnieć Jana Luksemburskiego, który zapanował nad Czechami i Brandenburgią. Tytułował się też Królem Polski i nawet najechał w 1327 roku na Kraków. Pomimo porażki, dalej udzielał się w regionie, wspierając Zakon Krzyżacki.

„Tu na razie jest ściernisko…” tak zapewne sobie śpiewał Hrabia Zygfryd, pierwszy władca Luksemburga.
Fot. Roman Husarski

W XV wieku gdy wymarła dynastia Luksemburgów, ziemie te znalazły się pod panowaniem Habsburgów. Ponownie uniezależnił się dopiero w XIX wieku. Luksemburg był dwukrotnie podbijany przez Niemcy, podczas obu wojen. Hitlerowski terror spowodował silny ruch oporu w Luksemburgu. Kraj został znacznie zniszczony a wielu jego obywateli poległo. Luksemburg miał szczęście znaleźć się jednak po lepszej stronie barykady, gdyż państwo otrzymało pomoc międzynarodową i było częścią tzw. Planu Marshalla. Podczas II Wojny Światowej rodzina książęca znajdowała się na uchodźstwie. Obecnym monarchą Luksemburga jest Wielki Książę Henryk. Jednak dziś jego władza jest niewielka.

Pomnik ku pamięci ofiar II Wojny Światowej.
Fot. Mateusz Jonczyk

W Luksemburgu ciągle mija się budynki różnych ważnych organizacji. W ostatnim półwieczu to Księstwo Luksemburgu było wyjątkowo aktywne. Należało do państw założycielskich Nato i Uni Europejskiej. Założyło wraz z Belgią i Holandią unię gospodarczą zwaną Beneluksem. Sieć wpływów na całym świecie dostrzega się w mieście co krok.

Wyjeżdżając łapaliśmy stopa w środku dzielnicy bankowej. Niskie podatki (dla inwestorów) ściągnęły tu banki z całego świata. Jest ich ponad 160. Z każdej strony otaczały nas wieżowce, a na pobliskim placu ktoś czerwoną farbą, wielkimi literami, napisał: „murderers” (mordercy). Co chwila mijali nas zaskoczeni biznesmeni. Złapać stopa w tym miejscu to było wyzwanie, któremu na szczęście podołaliśmy.

Łapiemy stopa w biznesowym centrum Luksemburga. Da się.
Fot. Roman Husarski

Księstwo Luksemburgu to dość specyficzne miejsce. Z odwiedzonych przeze mnie małych państw chyba najmniej mi się podobało. Zbyt pospiesznie i drogo. Zapach wielkich pieniędzy unosi się w powietrzu, choć może nie byłem tu wystarczająco długo by to miejsce polubić. Niemniej, Luksemburg na pewno spodoba się fanom zamków i fortyfikacji. Po całym państwie rozrzuconych jest wiele perełek architektonicznych. Niestety, nie mieliśmy wystarczająco czasu by zobaczyć te najpiękniejsze. Nie odwiedziliśmy też Ardenów na północy kraju. Jeżeli mój wpis czyta osoba, które jeździła więcej po Luksemburgu, to zapraszam do komentarza!

Mateusz, ja i lew (który znajduje się w herbie kraju) .
Fot. Pani Turystka

Dodaj komentarz